Tulipanowa gorączka

Ten film rodził się w bólach. Pierwsza wersja scenariusza powstała w 2004 roku, później wielokrotnie go zmieniano i poprawiano. Zdjęcia nakręcono trzy lata temu, dwa lata temu zaprezentowano niemal ukończony materiał na festiwalu w Cannes. Jednak dopiero teraz Tulipanowa gorączka trafia do kin. Strasznie późno. W takiej sytuacji nie należy się dziwić, że efekt końcowy nie spełnia oczekiwań.

Akcja filmu toczy się w XVII wieku w Holandii, w czasie tak zwanej tulipanowej gorączki. Przywiezione z Azji kwiaty zyskały wówczas olbrzymią popularność. Cebulki nietypowych odmian, choćby dwukolorowych, osiągały na aukcjach oszałamiające ceny. I ceny te stale rosły. Kto dobrze wybrał, mógł po kilku tygodniach zarobić dwukrotność obowiązującej sumy. Nic dziwnego, że ludzie zastawiali swoje majątki, by dołączyć do tej „gry”. Właśnie wtedy narodził się specyficzny typ aukcji, zwany aukcją holenderską. W odróżnieniu od klasycznej sprzedający wyznaczał tu bardzo wysoką cenę wstępną, a potem stopniowo ją obniżał aż do momentu, kiedy ktoś zgodził się towar kupić.

O dziwo tego typu aukcji nie zobaczymy w Tulipanowej gorączce. Film udanie odtwarza jednak klimat dawnego Amsterdamu, zatłoczonych uliczek ciągnących się wzdłuż kanałów i tawern, w których zawsze panował tłok. Starszy, ale wpływowy kupiec Cornelis (Christoph WaltzWielkie oczy, Tarzan: Legenda, Szefowie wrogowie 2) żeni się ze znacznie młodszą Sophie (Alicia VikanderJason Bourne, Ex Machina, Son of a Gun). Dla wychowanej w klasztorze sieroty to znaczący awans społeczny. Mimo to kobieta nie potrafi odpłacić mężowi ani miłością, ani synem. Zakochuje się za to w malarzu (Dane DeHaanLekarstwo na życie, Valerian i Miasto Tysiąca Planet, Kronika). Z wzajemnością. Tyle że malarz jest ubogi i aby utrzymać taką kobietę, musi szybko zarobić. Chociażby na tulipanach.

Nas, widzów, nie za bardzo to interesuje. Nie czuć chemii pomiędzy bohaterami, poza tym nie ma ich za co lubić, nie sposób więc im kibicować. Są koszmarnie bezbarwni. Niektóre rozwiązania fabularne ściągają film na poziom farsy, skutecznie niwelując budowane z trudem napięcie erotyczne. Reżyser nie bardzo wie, w którym kierunku pchnąć tę produkcję, w efekcie tworzy wystawną telenowelę. Może i efektowną pod względem realizacyjnym, w dodatku obsadzoną gwiazdami pokroju Judi Dench (Drugi hotel Marigold, Osobliwy dom Pani Peregrine) czy Zacha Galifianakisa (Birdman, Asy bez kasy), ale kończącą się wzruszeniem ramion. Przez widza!

Michał Zacharzewski

Tulipanowa gorączka, Tulip Fever, USA 2017, reż. Justin Chadwick, wyst. Alicia Vikander, Christoph Waltz, Dane DeHaan, Holliday Grainger, Jack O’Connell, Judi Dench, Zach Galifianakis, Tom Hollander, Kevin McKidd, Cara Delevingne, Sebastian Armesto

Ocena: 4/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Tulipanowa gorączka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s