Kong: Wyspa Czaszki

Raptem dwanaście lat minęło od premiery poprzedniego filmu o Kongu. Obraz przygotowany przez Petera Jacksona był wzorcowym remake’em, biorącym na warsztat klasyczną wersję z 1933 roku. Jordan Vogt-Roberts punkt wyjścia przyjął taki sam, ale pchnął opowieść w zupełnie innym kierunku. Kong: Wyspa Czaszki stanowi bowiem część nowego filmowego uniwersum, do którego należy również najnowsza Godzilla. Uniwersum to będzie stale rozwijane i wielka małpa pewnie jeszcze nieraz powróci na ekrany.

Rok 1973. Pośrodku Oceanu Indyjskiego odkryta zostaje tajemnicza, spowita chmurami tropikalna wyspa. Grupka naukowców przy wsparciu żołnierzy ewakuowanych z Wietnamu wyrusza, by ją zająć przed Rosjanami. Zadanie mają proste: wylądować, zbadać teren, rozejrzeć się za nieznanymi gatunkami, a potem cało i zdrowo wrócić w glorii chwały do Stanów Zjednoczonych. Nieoczekiwanie eskadra śmigłowców zostaje zaatakowana przez gigantycznego goryla. Maszyny spadają na ziemię, wielu członków ekspedycji ginie. Ci, którzy przeżyli, formują grupy o sprzecznych celach.

Oddział podpułkownika Packarda zamierza odnaleźć wrak śmigłowca, w którym znajdowały się bomby kasetowe, a następnie przy ich pomocy zabić małpę. Ekipa naukowców prowadzona przez najemnika Jamesa Conrada woli dotrzeć do punktu zbornego położonego po drugiej stronie wyspy, a podczas wędrówki lepiej przyjrzeć się lokalnej faunie i florze. To właśnie oni spotykają pilota, który przebywa na wyspie od drugiej wojny światowej. Dowiadują się od niego, że Kong jest przez rdzennych mieszkańców wyspy uważany za króla, gdyż broni ich przed innymi, równie olbrzymimi stworzeniami. W efekcie Nowy Jork i słynny Empire State Building nie pojawiają się nawet na chwilę.

Ekologiczne przesłanie filmu to tło, podobnie jak nawiązania do takich dzieł jak Jądro ciemności Josepha Conrada, Zaginiony świat czy chociażby Piekło na Pacyfiku. Kong: Wyspa Czaszki to przede wszystkim kino nowej przygody, obraz wypełniony akcją aż po brzegi, pełen humoru, grozy oraz zjawiskowych zdjęć przyrody. Reżyser wykorzystuje efekty specjalne do opowiadania historii, nie szafuje nimi na lewo i prawo. Skupia się dzięki temu na bohaterach i pozwala aktorom wykazać się w swoich rolach. Najlepiej wykorzystuje to John C. Reilly, który bawi od początku do końca.

Fani muzyki z lat siedemdziesiątych otrzymają porcję hitów z epoki – promujący obraz utwór Creedence Clearwater Revival “Bad Moon Rising” idealnie pasuje do tej produkcji. Podobnie jak drobne żarty operatora, który wyłapuje to, co zabawne, i skupia się na przykład na figurce Nixona w jednym ze śmigłowców. W efekcie czuć, że na planie wszyscy dobrze się bawili i ten fun udziela się również widzom. Kong wciąż jest więc królem. Gwarancją doskonałej rozrywki.

Michał Zacharzewski

Kong: Wyspa Czaszki, Kong: Skull Island, reż. Jordan Vogt-Roberts, wyst. Tom Hiddleston, Samuel L. Jackson, Brie Larson, John C. Reilly, John Goodman, John Ortiz, Tian Jing

Ocena: 8/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk
.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Kong: Wyspa Czaszki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s