Vox Lux

Przez cały seans nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Brady Corbet nakręcił Vox Lux, by oczarować festiwalową publiczność. By pokazać światu prawdziwego artystę – siebie. Człowieka kręcącego głębokie i aktualne filmy, które wywołują dyskusję na temat kondycji współczesnego świata, terroryzmu, rodziny, sztuki. Nie do końca mu to wyszło, choć trudno nie zauważyć szeregu ciekawych pomysłów, na które wpadł i które starał się wykorzystać.

Film rozpoczyna się bardzo mocną sceną szkolnej strzelaniny. Jest rok 1999 i skojarzenie z masakrą w Columbine nasuwa się właściwie samo. To właśnie wtedy – i dwa lata później, podczas zamachów na WTC – Amerykanie stracili mentalne dziewictwo. Boleśnie uświadomiono im, że stary, bezpieczny świat odszedł, a oni stali się celami. W każdej chwili mogą zginąć. Tak samo jak nastoletnia Celeste (Raffey CassidySprzymierzeni), która jednak jakimś cudem przeżyła.

Ciężko ranna, długo dochodziła do siebie. I w pewnym sensie czuła się winna tego, co się stało. Tego, że jej przyjaciele zginęli, a ona przeżyła. Nie umiała tego wyrazić słowami, dlatego podczas mszy wspomnieniowej zaśpiewała dla nich piosenkę skomponowaną przez swoją siostrę. Ktoś ją nagrał, ktoś inny usłyszał. Wkrótce utwór stał się hymnem tej masakry, a człowiek z dużej wytwórni (Jude LawAnna Karenina, Kapitan Marvel) zaproponował Celeste kontrakt.

Wbrew pozorom to jedynie zawiązanie akcji. Połowa filmu – ta lepsza – toczy się w młodości dziewczyny i pokazuje jej drogę do sławy. Spogląda za kulisy przemysłu muzycznego i pokazuje mechanizmy umożliwiające wykreowanie gwiazdy. Druga połowa to przeskok w dorosłość Celeste (zupełnie nieprzypominająca swojej młodszej wersji Natalie PortmanJackie, Song to Song), jej wielki comeback i próba podsumowania życia. Corbet pokazuje tylko jeden dzień z jej dorosłego życia, ale to wystarczy, by uświadomić sobie, w co zmieniło ją życie.

Strasznie dużo można wyciągnąć z tego filmu. To przede wszystkim zjadliwa krytyka współczesnej popkultury (nota bene strasznie się wymęczyłem przy finałowym koncercie). To również przeładowana biblijnymi aluzjami nieco banalna opowieść o rozpadzie rodziny, a także próba spojrzenia na terroryzm będący powracającym motywem filmu. Niestety, próba również banalna. Corbet nie wgryza się w temat z odpowiednią siłą ani też nie analizuje kilku pomysłów, które ledwie sygnalizuje.

Reżyser ubarwia za to film zbędnymi zabiegami formalnymi, dzieli go na akty o łacińskich nazwach Genesis i Regenesis, przy czym całkowicie pomija akt drugi. Napisy końcowe wyświetla niemal na początku (sugerując koniec ówczesnego świata), niektóre sceny ciągnie ponad potrzebę, inne wrzuca do filmu nie wiadomo po co. W efekcie Vox Lux zawodzi. To ambitna porażka, w której obok fragmentów autentycznie przejmujących pojawiają się słabe i niepotrzebne. Przede wszystkim zaś boli pustka tego filmu. Jego pobieżność. Powierzchowność. Sygnalność.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz historie o gwiazdach pop, nawet wyssane z palca
– Cenisz twórców, którzy mają ambicje
– Wystarczy ci Willem Dafoe w roli narratora
Sia – autorka piosenek – to twoja idolka

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na głęboki film
– Myślisz, że główną gwiazdą jest tu Portman

Michał Zacharzewski

Vox Lux, 2018, reż. Brady Corbet, wyst. Natalie Portman, Jude Law, Stacy Martin, Jennifer Ehle, Raffey Cassidy, Natasha Romanova, Daniel London

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Vox Lux

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.