
Jeśli ktoś nazywa się Marina i nagrywa płytę Pripyat, to automatycznie podejrzewa się go o bycie Ukrainką. Tymczasem Marina Hernández López – znana w świecie muzyki jako Marina Herlop – jest rodowitą Katalonką. Multiinstrumentalistką, wokalistką i eksperymentatorką.
Jej płyta Pripyat – inspirowana miastem duchów na Ukrainie – jest co najmniej dziwna. Harmoniczna i nastrojowa, a jednocześnie urwana, przerywana, trochę jakby mistyczna. Już w pierwszym na krążku utworze abans abans słychać ową zabawę głosem i językiem, melodiami, dźwiękami. Jest w tym trochę Björk, nie przeczę, ale na pewno nie ma prostej melodii. Shaolin mantis zaskakuje dynamicznym tempem, zaś Kaddish folkowymi naleciałościami.
I taka jest cała płyta. Dostępne w dwóch wersjach miu przyjemnie nabiera emocji, zaś w ubuntu jakby dziecięcemu, folkowemu nuceniu pomagają delikatne przeszkadzajki w tle. Całość okazuje się dużo bardziej elektroniczna niż wcześniejsze kompozycje Mariny Herlop, ale też stawiająca większe wyzwanie. Pripyat zdecydowanie nie jest dla wszystkich, ale to ciekawy eksperyment. Ceniony przez krytyków.
Joel
Marina Herlop, Pripyat
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.