Barry Seal: Król przemytu

W Hollywood zapanowała moda na opowieści z życia wzięte. Jednak nie zwykłe i banalne, ale takie, w które aż nie chce się wierzyć. Najnowszy film Toma Cruise (Jack Reacher, Mumia) przypomina chwilami Wilka z Wall Street, Rekiny wojny czy Gold. Sprawnie poprowadzona intryga miesza sferę biznesową, polityczną i przestępczą, serwując historię wręcz oszałamiającą. I pomyśleć, że tyle się wydarzyło w życiu jednego na pozór zwykłego faceta.

W latach siedemdziesiątych Barry Seal pracował jako pilot samolotów pasażerskich. Zarabiał nieźle, ale koszmarnie nudził się w pracy. Pewnego dnia nie mówiąc nic żonie przyjął ofertę agenta CIA Schafera i rozpoczął loty rekonesansowe nad Ameryką Łacińską. Z powietrza robił świetne zdjęcia  przedstawiające oddziały komunistycznych partyzantów i zupełnie nie przejmował się ich ostrzałem. Tyle że kiepsko zarabiał. Zdecydowanie zbyt kiepsko. I chyba właśnie dlatego podjął się współpracy z kartelem narkotykowym z Medellin i zaczął przerzucać kokainę do USA.

Podczas czołówki twórcy zaznaczają, że scenariusz „powstał na bazie na historii prawdziwej”. Powstał na bazie, ale nie jest „historią prawdziwą”, czego tłumacz oczywiście nie wyłapał. Tymczasem właśnie dzięki temu Barry Seal został odpowiednio podrasowany. Z tłustawego cwaniaka o mentalności przestępcy zamienił się w czarującego przystojniaka z poczuciem humoru i fortuną zakopaną w ogródku, upchniętą po szafach i zdeponowaną na bankowych kontach. Trudno go nie polubić. A kiedy już się go polubi, przymyka się oko na narkotyki niszczące tysiące rodzin, broń przerzucaną kartelom powiązanym z Contras czy chociażby związki z Pablo Escobarem.

Barry’ego Seala: Króla przemytu ogląda się z przyjemnością. Dobry scenariusz, szybkie tempo, sporo humoru i niewiarygodna historia to przecież obowiązkowe składowe dobrego filmu. Sam bohater stanowi uosobienie amerykańskiego snu. Piękna żona, dzieci, dom, forsy jak lodu – a wszystko dzięki fantazji i ciężkiej „pracy”! Cruise wreszcie gra dobrą rolę. Dostarcza niebanalnej rozrywki. Zresztą jego Barry Seal mówi, że zawsze dostarcza. Co by to nie było…

Michał Zacharzewski

Barry Seal: Król przemytu, American Made, reż. Doug Liman, wyst. Tom Cruise, Sarah Wright, Domhnall Gleeson, Jesse Plemons, Alejandro Edda, Caleb Landry Jones

Ocena: 7/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s