RoboCop (1987)

Widowiskowy hit lat osiemdziesiątych, brutalny obraz przyszłości, w której gangi przejmują kontrolę nad miastami. Scenarzysta RoboCopa, Edward Neumeier, zachwycił się kilka lat wcześniej plakatem do filmu Łowca androidów. Postanowił napisać opowieść o „policjancie polującym na roboty” i pewnie by napisał, gdyby nie burza, która uwięziła go na lotnisku z jednym z czołowych amerykańskich producentów filmowych. To on przekonał Neumeiera, opowiedział nieco inną historię. Historię maszyny, która poluje na bandytów.

Detroit nie radzi sobie z falą przestępczości i postępującą pauperyzacją. Władze miasta podpisują umowę z korporacją OmniCorp, która gwarantuje zaprowadzić porządek w zamian za prawo do wybudowania w centrum utopijnej dzielnicy przyszłości. Na gangi ma swój pomysł – chce wesprzeć policjantów maszynami. Niestety, podczas publicznego pokazu ED-209 zawodzi, zabijając jednego z pracowników firmy. Projekt ląduje w koszu.

Tymczasem podczas patrolu w dzielnicy Metro West policjant Alex Murphy (Peter WellerOczy smoka, Bezlitosny) wpada w pułapkę i zostaje wielokrotnie postrzelony. Umiera w śmigłowcu zmierzającym do szpitala. OmniCorp przejmuje jego ciało i zamienia w hybrydę robota i człowieka, tytułowego RoboCopa, który wkrótce rusza na ulice miasta, by służyć społeczeństwu. Choć wykasowano mu pamięć, wciąż ma przebłyski wspomnień. Życia, które mu odebrano, nie pozwalając nawet pożegnać się z bliskimi.

RoboCop nie podąża drogą Łowcy androidów, nie jest filozoficzną rozprawką na temat życia i śmierci. To – jak wspomniałem na wstępie – widowiskowe i bardzo brutalne kino science-fiction, obraz maszyny, która spuszcza łomot przestępcom. Krew leje się obficie, bandyci cierpią zaś tak, jak cierpiał Murphy, kiedy go zabijali. Nie da się ukryć, że obraz trafił w oczekiwania Amerykanów, którzy w latach osiemdziesiątych obawiali się rosnącej przestępczości i liczyli na jakiś „cudowny” rządowy program walki z gangami. A karę śmierci kochali i kochają.

To, że RoboCop nie jest rozprawką, nie oznacza jeszcze, że holenderski reżyser Paul Verhoeven (Nagi instynkt) nie przemycił w filmie spostrzeżeń na temat naszego świata, w tym bezprawia i korupcji, rosnących wpływów korporacji czy uprawnień policji. Do tego świetnie dobrał aktorów, rolę głównego bandziora powierzając Kurtwoodowi Smithowi, który wywiązał się ze swoich zadań znakomicie. Doskonałą muzykę stworzył Basil Poledouris, efekty jak na swoje czasy też robiły wrażenie. Nic dziwnego, że powstało kilka kontynuacji, serial telewizyjny, a wreszcie remake. RoboCop to w końcu jeden z klasyków lat osiemdziesiątych!

Zobacz, jeśli:
– Nie widziałeś, a lubisz SF
– Masz ochotę na kino brutalne i widowiskowe

Odpuść sobie, jeśli:
– Przerażają cię animacje poklatkowe
– Nie lubisz robotów od czasów Terminatora

Michał Zacharzewski

RoboCop, 1987, reż. Paul Verhoeven, wyst. Peter Weller, Nancy Allen, Ronny Cox, Kurtwood Smith, Miguel Ferrer, Ray Wise, Robert Doqui

Ocena: 8/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.