Diary of the Dead: Kroniki żywych trupów

W lipcu w kanadyjskim Toronto zmarł George A. Romero, jeden z najbardziej znanych reżyserów zajmujących się horrorami. Człowiek, który uważany jest za ojca kinowych zombie. Zajął się nimi już w swoim pełnometrażowym debiucie z 1968 roku, filmie Noc żywych trupów, i przez lata się nimi zajmował. Większość dzieł jest jednak nieudana. Nakręcony dziesięć lat temu Diary of the Dead: Kroniki żywych trupów to doskonały przykład kina rachitycznego, pozbawionego klimatu i oryginalnych rozwiązań, które kiedyś przyniosły Romero sukces.

Obraz nakręcony jest w konwencji found footage, czyli amatorskiego filmu nakręconego przez grupkę studentów zafascynowanych zombie. Bawią się właśnie na planie horroru, kiedy zauważają w telewizji przerażający materiał. Imigrant, który zamordował swoją rodzinę i następnie popełnił samobójstwo, nieoczekiwanie ożywa i rzuca się na lekarzy i policjantów. Jedna ze studentek próbuje skontaktować się z rodziną. Wobec braku kontaktu wyrusza wraz z przyjaciółmi w podróż przez USA. Każde z nich chce dotrzeć do domu. Tymczasem na ulicach pojawia się coraz więcej żywych trupów.

We współczesnych horrorach zombie są śmiertelnie niebezpiecznymi przeciwnikami, szybkimi, brutalnymi, względnie – jak w World War Z – działającymi na olbrzymią skalę. Trupy z serii [Rec] wyskakują zza kadru i nie dają czasu na zastanowienie się. Te z Diary of the Dead: Kroniki żywych trupów są dokładnie takie, jakimi Romero wymyślił je pół wieku temu (i jakie widzieliśmy je w Świcie żywych trupów). A więc tępymi, wolnymi, niezbyt przerażającymi stworzeniami, które zabić można strzałem w głowę. Nic dziwnego, że film nie straszy.

W dodatku sporo dialogów jest ewidentnie głupich. Takich prosto z filmów C-klasy. Twórca próbuje maskować je humorem, wprowadzając na ekran chociażby amisza-niemowę, ale niewiele to daje. Napięcie zresztą szybko siada, niektóre sceny są zbyt długie, niektóre wydarzenia łatwo jest przewidzieć. Kuleje nawet to, co wyróżniało produkcje Romero – próba krytycznego spojrzenia na konsumpcyjne społeczeństwo. Tu sprowadza się ona do wciśniętego na siłę ataku na media. Banalnego na poziomie intelektualnym, jak cały zresztą film.

Wojciech Kąkol

Diary of the Dead: Kroniki żywych trupów, Diary of the Dead, reż. George A. Romero, wyst. Joshua Close, Scott Wentworth, Michelle Morgan, Joe Dinicol

Ocena: 4/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s