Świt żywych trupów

Nakręcony czterdzieści lat temu Świt żywych trupów cieszy się dziś opinią klasyka. Niskobudżetowy, niezależny horror dzięki niekonwencjonalnej jak na lata siedemdziesiąte tematyce oraz znakomitym efektom specjalnym przygotowanym przez Toma Saviniego w mig zwrócił na siebie uwagę miłośników gatunku. Nawet dziś ogląda się go z przyjemnością. Problem w tym, że się zestarzał i nie ma startu do współczesnych produkcji.

Akcja filmu toczy się podczas epidemii zombie, która powoli ogarnia świat. O jej przebiegu, sposobie przenoszenia się wirusa oraz metodzie likwidowania zarażonych dowiadujemy się z audycji telewizyjnej, której jesteśmy świadkami. W studio również panuje chaos, skutkiem czego jeden z pracowników stacji postanawia wraz ze swoją narzeczoną uciec w bezpieczne miejsce. W towarzystwie pary komandosów z oddziału SWAT docierają do wielkiego centrum handlowego opanowanego przez żywe trupy. Ukrywają się na poddaszu, obserwując to, co dzieje się dookoła…

Nawet jak na dzisiejsze standardy Świt żywych trupów jest filmem brutalnym. Krew leje się hektolitrami, zarażeni odgryzają ludziom części ciała, komandosi zaś ostrzeliwują bądź odcinają im głowy, odrąbują kończyny. Wygląda to realistycznie, jednak nie naturalnie. Zresztą i same zombiaki zbyt bardzo przypominają pomalowanych na seledonowo ludzi, robiących głupie miny przed kamerą. Współczesny widz przyzwyczajony jest do dużo bardziej obrzydliwych trupów, inteligentnych, bezwzględnych, szybkich i okrutnych. Tu zarażeni poruszają się ospale, są niezbyt zręczni i stanowią stosunkowo niewielkie zagrożenie. Nadrabiają tym, ze bohaterowie są gapowaci.

No właśnie – miejscami słabe dialogi i drewniane postacie, naiwność wielu scen, mało wiarygodne zachowania ludzi w obliczu inwazji psują nieco wrażenia. Świt żywych trupów najlepiej ogląda się jako krwawą komedię, nie nastawiając się na jakąkolwiek grozę. Wówczas film się całkiem nieźle broni, stanowi bowiem niegłupią krytykę konsumpcjonizmu czy zamiłowania do broni palnej. Imponuje również świetną muzyką. Warto go zobaczyć, chociażby po to, by się przekonać, jak żywe trupy widział ojciec gatunku, George A. Romero!

Wojciech Kąkol

Świt żywych trupów, Dawn of the Dead, reż. George A. Romero, wyst. Daniel Dietrich, Ken Foree, David Emge, Gaylen Ross

Ocena: 6,5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Świt żywych trupów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s