Baby Driver

Doczekaliśmy się nowego Transportera. Nowego Bullita, Mistrza Kierownicy czy Dominica Toretto. Baby ma niecałe dwadzieścia lat, a jeździ lepiej niż Robert Kubica. Póki co jednak wykorzystuje swoje umiejętności w niezbyt szczytnym celu. Pracuje dla niejakiego Doca, specjalisty od skoków. Gość – podobnie jak bohater Term Life – nie bierze udziału w akcjach, ograniczając się do starannego ich zaplanowania. Jego ludzie wchodzą do banku, rzucają żądania i zbierają kasę, po czym uciekają… samochodem kierowanym przez bohatera. Interes kręci się jak marzenie, ale niedługo może się skończyć. Jeszcze jeden skok i Baby spłaci swój dług u Doca. Będzie mógł odejść. Ale czy Doc mu na to pozwoli?

Baby Driver dość nieoczekiwanie urosło do miana największej sensacji letniego sezonu. Niepozorny, nakręcony za niewielkie pieniądze film spodobał się zarówno widzom, jak i krytykom. Spora w tym zasługa reżysera. Edgar Wright (Hot Fuzz – Ostre Psy) po raz kolejny bawi się kinem. Traktuje je jak plastyczną masę, z której można ulepić dosłownie wszystko. Wystarczy umiejętnie połączyć ujęcia, zmontować je w rytm muzyki, a do widza mrugnąć okiem, by od ekranu nie dało się oderwać wzroku. Nad wszystkim zaś góruje totalny luz głównego bohatera. Słuchawki w uszach, okulary słoneczne na twarzy – odcięty od całego świata po prostu robi swoje. Nic go nie rusza.

Film złożony jest z klisz. Większość rozwiązań fabularnych nieraz już widzieliśmy, włącznie z romansem z kelnereczką oraz samochodowymi zmaganiami w garażu. Taki Kevin Spacey po raz setny gra taki sam czarny charakter, Jamie Foxx znów wciela się w nieprzyjemnego oprycha, zaś Ansel Elgort do roli uroczego słodziaka chyba już się przyzwyczaił. Chyba żadna scena nie została nakręcona tak do końca serio. Żarty sytuacyjne śmieszą, dialogi bywają naprawdę zabawne, często gdzieś w tle można dopatrzyć się jakiegoś mrugnięcia okiem, celnej aluzji do pop-kultury czy głupawego skojarzenia. Ten film naprawdę warto uważnie oglądać.

W odróżnieniu od Mumii Baby Driver to również film konsekwentny. Reżyser już od pierwszych scen przyjmuje pewną formę opowieści i trzyma się jej aż do końca. Nie zmienia klimatu, nie wpycha niepotrzebnych wątków, każdy element umiejętnie wplata do opowiadanej historii. Edgar Wright po raz kolejny udowadnia, że należy do najzdolniejszych reżyserów średniego już pokolenia. Ciekawe, kiedy zacznie dostawać wysokobudżetowe projekty. No i co z nimi zrobi?

Michał Zacharzewski

Baby Driver, reż. Edgar Wright, wyst. Ansel Elgort, Kevin Spacey, Lily James, Jon Bernthal, Jamie Foxx, Jon Hamm

Ocena: 8/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Baby Driver

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s