Bumblebee

Transformers rozpoczęły swoją filmową karierę od animacji, ale to wysokobudżetowe produkcje kinowe przyniosły im sławę. Pierwsza, nakręcona w 2007 roku, okazała się olbrzymim sukcesem finansowym. Także kilka kolejnych odsłon biło w amerykańskim box office rekordy popularności. Jednak ich gwiazda błyszczała coraz słabiej. Zakochani w produkcjach Marvela widzowie coraz mocniej kręcili nosami. I choć budżety nie malały, zyski były coraz niższe.

Bumblebee miał zrewolucjonizować serię. Podbić serca widzów z nowego pokolenia i zrestartować całą opowieść. Pociągnęło to za sobą trzy ważne decyzje. Po pierwsze, film przeznaczony jest dla kilkunastolatków. Powstał z myślą o tej samej widowni, która parę lat temu zbojkotowała Monster Trucks, ale wielkie roboty zawsze lubiła. Po drugie, skupiono się na jednym tylko bohaterze, uroczym Bumblebee. I po trzecie wreszcie, przeniesiono akcję filmu w lata osiemdziesiąte, kiedy transformery dopiero zaczynały podbój Ziemi.

Jak wiadomo, na ich planecie trwała wojna dobrych autobotów ze złymi decepticonami. Wódz tych pierwszych, niejaki Optimus Prime, zdołał znaleźć nową kryjówkę, zaś jego przyboczny Bumblebee prysnął na naszą planetę. To wtedy właśnie po raz pierwszy natknął się na niego agent Burns (John CenaStrażnicy cnoty). Jednak w starciu ze ścigającymi go maszynami transformer stracił organ mowy. Nie potrafił dogadać się z ludźmi. Właśnie dlatego postanowił zaszyć się na złomowisku pod postacią VW Garbusa. To tam znalazła go Charlie (Hailee SteinfeldZabójcza, Pitch Perfect 3), zakochana w samochodach dziewczyna. Jednak Burns i decepticony nie rezygnowały z poszukiwań.

Bumblebee jest niewątpliwie filmem nieco skromniejszym od poprzednich odsłon cyklu, pozbawionym scen niszczenia wielkich miast czy gigantycznych bitew kilkunastu wielkich robotów. Znaczna część akcji dzieje się na prowincji i opowiada o wzajemnym poznawaniu się i rodzącej się przyjaźni. Finał jest oczywiście efektowny i sprowadza się do spektakularnej bijatyki, ale nie dominuje ona nad opowieścią. Dla reżysera ważny okazuje się humor i klimat lat osiemdziesiątych, budowany głównie za pomocą muzyki. I choć Bumblebee trafił do kin zimą, idealnie pasuje do niego słowo „wakacyjny”.

Czy publiczność to kupiła? Nie do końca, gdyż Bumblebee sprzedało się w Stanach Zjednoczonych najsłabiej z całej serii. Z drugiej jednak strony spodobało się najmłodszej publiczności. To dobrze rokuje na przyszłość. Być może twórcom uda się wychować pokolenie, które zamiast kolejnych komiksowych opowieści ze starymi dziadkami w rolach głównych zainteresuje się właśnie transformerami. Bo Bumblebee to efektowna, choć raczej dziecinna rozwałka w całkiem niezłym stylu.

Zobacz, jeśli:
– Kochasz transformery
– Masz dwanaście lat i lubisz roboty

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie lubisz filmów młodzieżowych
– Liczysz na sporo klimatów z lat 80.

Michał Zacharzewski

Bumblebee, 2018, reż. Travis Knight, wyst. Hailee Steinfeld, Jorge Lendeborg Jr, John Cena, Jason Drucker, Pamela Adlon, John Ortiz

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

2 uwagi do wpisu “Bumblebee

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.