Aladyn i lampa śmierci

Kiedy słyszę Aladyn, cieszę się jak dzieciak. To imię kojarzy mi się z niesamowitymi przygodami w spieczonych słońcem pejzażach oraz arabskimi miastami pełnymi palm i skarbów. Jasne, gdzieś po drodze pojawia się jeszcze ta nieszczęsna lampa z dżinem, ale jestem w stanie ją przeżyć, zwłaszcza jeśli gość jest tak zabawny jak w disneyowskim Aladynie. Niestety, ostatnie opowieści z Bliskiego Wschodu nie spełniły moich nadziei. Nowe przygody Aladyna okazały się bowiem ledwie przyzwoitą komedią, a Aladyn i lampa śmierci… cóż, ten film należy po prostu omijać.

Aladyn wraz ze swoim pomagierem Lucą włamują się do starożytnego grobowca (a że akcja toczy się w starożytności, grób musi być starożytny do kwadratu). Panowie liczą, że znajdą skarby, tymczasem natrafiają na tajemnicze tomiszcze. Planują sprzedać je swojemu stałemu klientowi, paserowi Shakirze (tak, to facet), jednak gość jest tak zainteresowany książką, że na wszelki wypadek postanawiają sprawdzić, ile rzeczywiście jest warta. Zapytany o opinię znawca – który przez przypadek jest ojcem Aladyna – wpada na widok tomu w panikę i zakazuje synowi szukać opisanego w niej skarbu.

Tak, chodzi o lampę. Lampę schowaną w jakiejś kałuży pomiędzy kilkoma krzywymi skałami. Mieszkający w niej dżin nie tylko spełnia życzenia, ale i wysysa ludzkie dusze, skutkiem czego stanowi olbrzymie zagrożenie dla całej arabskiej populacji. Wyobraźcie to sobie – jeden dżin i po ISIS, ale za to liczymy za pomocą cyfr rzymskich. Dramat, po prostu dramat. Prawie tak wielki jak tandetne komputerowe efekty, po które sięgnęli twórcy. Aladyn i lampa śmierci to produkcja telewizyjna przygotowana na zlecenie kanału SyFy (darujmy sobie odzwierciedlające poziom filmu żarty z tej nazwy). A to oznacza, że pojawiające się na ekranie potwory wyglądają gorzej niż smok w polskim Wiedźminie.

Nonsensowna fabuła irytuje, a pojawiający się chwilami szczątkowy humor nie zasypuje luk w scenariuszu. Wiele scen nie pasuje do siebie lub zostało tak pomyślanych, że nie współgra z kolejnymi. Najgorsze jest jednak aktorstwo. Sztuczne i teatralne, pasujące bardziej do produkcji dla dzieci niż filmu przygodowego dla nieco starszych widzów. Pozostaje mieć nadzieję, że przygotowywany przez Disneya aktorski Aladyn okaże się znacznie lepszą produkcją. Szkoda by było, by postać z takim potencjałem pogrzebały tytuły kompletnie nieudane…

Zobacz, jeśli:
– Lubisz się męczyć
– Śmieszą cię produkcje SyFy

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie chcesz oglądać marnego filmu o fajnym przecież Aladynie
– Nie cierpisz filmów z kiepskimi efektami

Michał Zacharzewski

Aladyn i lampa śmierci, Aladdin and the Death Lamp, 2012, reż. Mario Azzopardi, wyst. Darren Shahlavi, Noam Jenkins, Kandyse McClure, Eugene Clark

Ocena: 2/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.