Rambo: Pierwsza krew

Czy kino akcji musi być głupie? Czy musi ograniczać się do strzelania do kolejnych przeciwników w imię wyimaginowanych ideałów, bronienia ojczyzny przed złymi komunistami albo parchami z ISIS? Czy można nakręcić przebój, który nie tylko trzyma w napięciu, ale jest też niepokojącą diagnozą społeczną? Jasne, że tak. I Rambo: Pierwsza krew – jeden z ważniejszych filmów lat osiemdziesiątych – właśnie do nich należy.

Rambo znają pewnie wszyscy. To jedna ze sztandarowych ról Sylvestra Stallone, długowłosy twardziej odbijający swoich kamratów przetrzymywanych gdzieś za linią frontu. Jednocześnie wzór dla tych twórców, którzy w sposób emocjonujący i widowiskowy chcieli opowiedzieć o wojnie w Wietnamie. Brzdąknąć w patriotyczne nuty, pokazać bohaterstwo dzielnych synów narodu. Problem w tym, że pierwsza część serii Rambo była nieco innym filmem. Nakręcona na podstawie powieści Davida Morrella, początkowo uchodziła za kino antyamerykańskie. Bolesny, ale i celny obraz zdrady społecznej.

Wojna w Wietnamie skończyła się jeszcze w latach siedemdziesiątych. Do kraju wróciły wówczas tysiące weteranów – ludzi, którzy całe swoje dorosłe życie spędzili przedzierając się przez dżunglę i walcząc o życie. Nie mieli zawodów, nie mieli rodzin, lecz armii byli już niepotrzebni. Z powodu przebytych traum i urazów często nie nadawali się do normalnej pracy. A społeczeństwo ich nienawidziło. Służyli ojczyźnie, ginęli za nią, a po powrocie traktowano ich jak morderców.

I takim właśnie człowiekiem był John Rambo. Poznajemy go, gdy wędruje z plecakiem z miasteczka do miasteczka, imając się drobnych prac. Nie kradnie, nie zabija, po prostu nie ma własnego domu i nie potrafi zatrzymać się nigdzie na dłużej. Szeryf w miasteczku Hope w stanie Waszyngton nie chce w ogóle u siebie go widzieć. Wywozi go z miasta i zakazuje tam powrotu. Rambo nie zgadza się na takie traktowanie. Wraca i zostaje aresztowany za włóczęgostwo i posiadanie noża. Fatalnie traktowany na komisariacie ucieka. Zaszywa się w lesie i zaczyna walczyć…

Seria Rambo uchodziła za wyjątkowo krwawą. Naśmiewano się, że ginie w niej rekordowo dużo ludzi. Tymczasem w pierwszej części filmu umiera tylko jedna osoba. Owszem, więcej jest rannych, ale bohater nie zamierza zabijać. Walczy o swoją godność, o poszanowanie weteranów, o prawo do normalnego życia. I w tym kontekście obraz okazuje się ciekawym dramatem społecznym. Bolesną diagnozą, która musiała zaboleć Amerykanów. Szkoda, że ten temat z kolejnych części zniknął.

Zobacz, jeśli:
– Chcesz poznać klasykę lat osiemdziesiątych
– Próbujesz zrozumieć, dlaczego 30 lat temu każdy dzieciak chciał być jak Rambo

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie lubisz kina akcji
– Nie lubisz weteranów
– Nie lubisz ludzi

Michał Zacharzewski

Rambo: Pierwsza krew, First Blood, 1982, reż. Ted Kotcheff, wyst. Sylvester Stallone, Richard Crenna, Brian Dennehy, Bill McKinney, Michael Talbott

Ocena: 8/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Rambo: Pierwsza krew

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.