Life

Próba była ambitna. Daniel Espinosa chciał najwyraźniej nakręcić film na miarę Obcego. Trzymający w napięciu horror, w którym odcięta od świata załoga toczy nierówny bój z kosmicznym zabójcą. Trzeba mu przyznać, że punkt wyjścia całkiem niezły. Znalazł też niezłych aktorów i specjalistów od efektów specjalnych. Niestety, efekt nie zadowala. Człowiek wychodzi z Life przeświadczony, że to kolejny dobry pomysł, który został jednak zmarnowany.

Do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dociera sonda z Marsa. Przywozi próbki gleby. Badając je naukowcy odnajdują jednokomórkowy, zahibernowany organizm i podejmują udaną próbę ożywienia go. Na Ziemi wybucha szał. Bądź co bądź to pierwszy „kosmita”, jakie udało się nam napotkać. Przez uczniów jednej ze szkół zostaje nazwany Calvinem i przez pewien czas stanowi największą sensację w historii badań kosmosu. Tym bardziej, że wydaje się zupełnie niegroźny.

Kosmita bardzo szybko się rozwija i wkrótce ma już kilkanaście centymetrów długości. Wtedy właśnie – na skutek niedopatrzenia jednego z kosmonautów – w laboratorium dochodzi do awarii i Calvin znów zapada w śpiączkę. Kiedy się z niej wybudzi, będzie już kimś zupełnie innym. Agresywnym, niezwykle inteligentnym bytem, dla którego przetrwanie stanie się celem życia. I będzie oznaczało eliminację wszelkich zagrożeń, z przebywającymi na pokładzie statku ludźmi włącznie.

Właściwie trudno jest zarzucić coś Life. Film przecież już w założeniach nie miał być ani kolejną Grawitacją, ani też Nowym początkiem. Powstał jako klon Obcego i rozwija się zgodnie z prawidłami gatunku. W efekcie jest nieco przewidywalny. Scenarzyści nie wychodzą poza wypracowane schematy, choć potrafią nimi całkiem nieźle żonglować. Bohaterowie, choć pobieżnie naszkicowani, są odpowiednio zróżnicowani i dają się polubić. Nie czuć jednak między nimi chemii. Wydają się grupą niezwiązanych ze sobą postaci.

Najgorsze, że film nie niesie żadnego przesłania. Kiedyś kino science-fiction podejmowało ważkie kwestie i podsuwało tematy do dyskusji. Nawet Obcy nie był wyłącznie kosmicznym horrorem. Life nie ma takich ambicji. Ogranicza się do próby straszenia. Być może  nawet zniechęca do nauki. Nie wiadomo, jaki może być efekt naszych eksperymentów. Kto wie, może przypadkowo stworzymy coś, co nas zniszczy…

Michał Zacharzewski

Life, reż. Daniel Espinosa, wyst. Jake Gyllenhaal, Rebecca Ferguson, Ryan Reynolds, Olga Dykhovichnaya, Ariyon Bakare, Hiroyuki Sanada

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk
.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Life

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s