Więcej krwi

Od czego rozpoczniemy tę recenzję? Zapewne od pytania bliźniaczo podobnego do tego, którym Jo Nesbo zaczyna Więcej krwi. Ten norweski pisarz zasłynął cyklem kryminałów o Harrym Hole’u, jednak stworzył również kilka krótszych serii. Żadna z nich nie cieszyła się jednak większą popularnością i dlatego wszystkie dość szybko się zakończyły. Tak było chociażby z Krwi na śniegu. W pierwszym tomie tego dramatu sensacyjnego poznaliśmy pewnego na pozór niegodziwego człowieka. Był cynglem do wynajęcia pracującym dla lokalnego gangu i miał tego pecha, że zakochał się w żonie swego szefa. Co gorsza, dostał zlecenie, by ją zabić.

W drugim i jak na razie ostatnim tomie serii, zatytułowanym Więcej krwi, poznajemy tajemniczego mężczyznę, który w obawie przed zemstą swojego szefa ukrywa się na odludziu, daleko na północy kraju. Szybko zaprzyjaźnia się z małym chłopcem, Knutem, oraz jego samotną matką. Jest jednak rozdarty. Z jednej strony wie, że wrogowie prędzej czy później go odnajdą, i w sumie powinien szykować się na śmierć, z drugiej zaś nabiera coraz większego apetytu na życie. Jednocześnie mamy okazję przyjrzeć się lokalnej społeczności, żyjącej według nietypowych zasad religijnych, i razem z bohaterem przygotować się na wizytę wysłanego zabójcy.

Więcej krwi to zupełnie inna powieści niż historie o Hole’u. Przede wszystkim jest co najmniej o połowę krótsza. Mniej jest w niej napięcia, mniej dedukcji czy zaskakujących zwrotów akcji. Całość bliższa jest dramatowi społecznemu niż rasowemu kryminałowi, z których Nesbo przecież słynie. Akcja rusza z kopyta dopiero pod koniec książki. W efekcie wielu czytelników jest zawiedzionych i głośno daje temu wyraz na forach internetowych. Padają oskarżenia, że to „harlequin” czy „banalna historyjka o życiu na wsi”.

Czy tak jest rzeczywiście? Nie do końca. Więcej krwi to z pewnością powieść dla zupełnie innego czytelnika niż chociażby Pancerne serce. Przeznaczona jest dla osób, które potrafią docenić wolniejsze tempo, wieś, przyrodę, zwyczajne życie. I źle się jej nie czyta. Problem w tym, że po podobne treści sięgają niekiedy – z dużo lepszym skutkiem – autorzy powieści obyczajowych. Nie wiem, czy Nesbo dobrze zrobił, stając z nimi w szranki. Być może potrzebował odmiany?

Joel

Więcej krwi, Jo Nesbo, tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s