Kamienne pięści

zdalaRobert de Niro wraca na bokserski ring. Znany ze Wściekłego byka aktor jest już co prawda za stary, by walczyć, za to świetnie wciela się w rolę Raya Arcela. Postarzony i ucharakteryzowany, niemal do złudzenia przypomina tego legendarnego trenera pięściarskiego, który prowadził między innymi panamskiego mistrza Roberto Durána.

Zawodnika tego pamiętają pewnie najstarsi miłośnicy sportu. Szczyt jego popularności przypadł bowiem na początek lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy to po serii widowiskowych zwycięstw skrzyżował rękawice z mistrzem, niepokonanym dotąd Sugar Ray Leonardem. I wygrał. Zatriumfował w efektownym trwającym piętnaście rund morderczym pojedynku, w którym stale prowokował przeciwnika i całkowicie narzucił mu swój styl walki. W przeciągu nocy został okrzyknięty w ojczystej Panamie narodowym bohaterem, symbolem zwycięstwa nad znienawidzonymi Stanami Zjednoczonymi. Niestety, do rewanżu stanął nieprzygotowany i po kilku rundach odmówił dalszej walki. Z nieba spadł do piekła…

W Kamiennych pięściach poznajemy całe jego życie. Podglądamy dzieciństwo spędzone w cieniu amerykańskich flag, pierwsze bójki na ulicy i trenera, który w trakcie jednej z nich zauważył jego talent. To on wyciągnął go za uszy z bagna i pomógł stanąć na nogi. On wepchnął go na szczyt. Niejako w tle śledzimy zmagania o kanał panamski, a także romans młodego boksera ze śliczną czternastolatką, Felicidad Iglesias. Byli parą przez wiele lat, a ich małżeństwo przetrwało niejeden kryzys. Bo sukces zawrócił w głowie Duránowi. Sukces i ciężar odpowiedzialności, jaki spoczywał na jego barkach.

Mimo ciekawego wątku panamskiego film dość szybko wpada w utarte koleiny i zamienia się w klasyczną sportową opowieść o sukcesie, upadku i odrodzeniu. Broni się aktorstwem (prócz de Niro uwagę zwraca wokalista Usher w roli Sugar Raya), ale już nie scenami walk bokserskich, znacznie mniej widowiskowymi niż te z ubiegłorocznego Creeda. Reżyser wprowadza zbyt wiele wątków, część z nich szybko gubi, w dodatku w niezbyt wiarygodny sposób obrazuje kolejne transformacje bohatera. Dobrze przynajmniej, że udało mu się uniknąć dłużyzn.

Dobrze też, że twórcom udało się przypomnieć kibicom postać tego wybitnego boksera. W kolejce czeka jeszcze Esteban de Jesús, pierwszy pogromca Durána (ze względów dramaturgicznych całkowicie pominięty w filmie). Ten to dopiero miał życie – kapitalny materiał na film!

Michał Zacharzewski

Kamienne pięści, Hands of Stone, reż.:   Jonathan Jakubowicz, wyst.: Édgar Ramírez, Robert De Niro,  Usher Raymond IV
Ocena: 6/10

7 uwag do wpisu “Kamienne pięści

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.