Olli Mäki. Najszczęśliwszy dzień jego życia

Niemal wszystkie filmy bokserskie są do siebie podobne jak dwie krople wody. Opowiadają bowiem o młodych zawodnikach z ubogich rodzin, którzy dzięki ciężkiej pracy otrzymują szansę walki o tytuł mistrzowski. I nawet jeśli tej walki nie wygrywają, to swój cel osiągają – zdobywają sławę i pieniądze. Dla publiczności stają się bohaterami. Zbudowane wokół tego schematu Creed czy Kamienne pięści wciąż bawią, ale czasami chciałoby się zobaczyć coś innego. Nowego. Bardziej nietypowego.

Fiński dramat obyczajowy Olli Maki. Najszczęśliwszy dzień jego życia opowiada historię, która wydarzyła się naprawdę. Rok 1962. Młody, ale doświadczony bokser poznaje na weselu dziewczynę i zaprzyjaźnia się z nią. Zabiera ją do Helsinek, gdzie jego menedżer załatwia mu walkę z mistrzem świata wagi piórkowej, amerykańskim bokserem Daveyem Moore’em. Pojedynek ma odbyć się na stadionie olimpijskim w obecności kilkudziesięciu tysięcy kibiców. To może być początek wielkiej kariery zawodnika. Trzeba tylko odpowiednio się przygotować, zrzucić kilka kilogramów (Maki wcześniej walczył w wadze koguciej) i zrobić swoje na ringu.

Śledzimy więc ostatnie tygodnie przygotowań. Niekończące się spotkania z dziennikarzami, sesje reklamowe, rauty ze sponsorami, rozmowy z ekipą kręcącą film dokumentalny, wreszcie nieliczne treningi. Olli ze sportowca nieco wbrew sobie zamienia się w celebrytę, któremu każdy chce uścisnąć rękę. Nie czuje się z tym najlepiej. Woli spędzać czas na sali treningowej albo z ukochaną dziewczyną. Tyle że jego menedżer odsyła ją do domu. Chce, by chłopak skupił się na walce. I uniósł presję, bo cała Finlandia wierzy, że to właśnie on zwycięży…

Nakręcony w czerni i bieli kameralny obraz Juho Kuosmanena w warstwie merytorycznej zaskakuje. Bohater nie przypomina bowiem czempionów z konkurencyjnych produkcji bokserskich. Jest wygaszony, niepewny siebie, trochę zagubiony. Chyba nie wierzy w zwycięstwo. To, co dzieje się wokół niego, skutecznie wytrąca go z rytmu. I przynosi kolejne wątpliwości. Znamienna jest chwila, kiedy za kulisami jarmarcznego show dostrzega dziewczynę ściągającą perukę. Tu wszystko jest na pokaz, wszystko na sprzedasz. Jak w boksie.

Olli Maki. Najszczęśliwszy dzień jego życia przywołuje również dawne czasy, kiedy sport dopiero zaczynał się komercjalizować. Z jednej strony mamy więc blichtr spotkań z wpływowymi osobistościami oraz reklam produktów luksusowych, z drugiej zaś prozę życia sportowca, który zrzucając kilogramy wywołuje u siebie wymioty bądź spędza długie godziny w saunie. A do tego prozę życia sprzed lat. Taką zwykłą zwyczajność, jakiej dziś chyba już nie pamiętamy…

Michał Zacharzewski

Olli Maki. Najszczęśliwszy dzień jego życia, Hymyileva mies, reż. Juho Kuosmanen, wyst. Jarkko Lahti, Oona Airola, Eero Milonoff, Joanna Haartti

Ocena: 6,5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s