
Sokół, jedna z legend polskiego rapu, wydał kilka lat temu album Nic. I to przebojowy album, który szybko wdrapał się na szczyty list przebojów, wywalczył nominację do Fryderyka i ostatecznie trzykrotnie okrył się platyną. Już to dowodzi, że to wydawnictwo wyjątkowe.
Dla mnie jego największym atutem są teksty. Sokół to żaden tam Bolek z trzepaka, który zapoda jakiś głodny kawałek, rzuci parę bluzgów i dojedzie konkurencji. To rasowy opowiadacz, dla którego najważniejsze są historie. Czuć to w świetnym After, w którym jeden kumpel zdaje drugiemu relację ze „zwykłej” imprezy. Mamy tu zderzenie bredni z tabloidów i podkoloryzowanej bajeczki, jaką częstuje się kumpli.
W dodatku tematy, jakie porusza Sokół, są różnorodne. Raz jest to niewierność (Plastikowy tulipan), kiedy indziej dziecięce marzenia (zaśpiewane z Fasolkami Jak urosnę), wyobcowanie (Ludzie z planety bezludnej) czy na przykład życiowa pustka (Poncz z pomarańczy). Oczywiście można się czepiać, że to rzeczy wtórne, że poruszało je już wielu przed Sokołem, ale artysta przynajmniej stara się wnieść coś nowego. Dodać swoje spojrzenie na sprawę.
Album Nic zrobiony jest pod współczesnych odbiorców. Ludzi młodych, którzy nie lubią długich kawałków i po dwóch minutach zwyczajnie się nudzą. Stąd większość utworów jest tu krótkich, raptem kilka zbliża się do pięciu minut. Dla mnie właśnie one są najciekawsze. Sokół po prostu ma sporo do powiedzenia – a najlepszym dowodem niech będzie wydana niedawno książka Wesołych Świąt. Rzecz ponoć dobra. Doskonała okazja, by się podzielić narracjami.
Joel
Sokół, Nic
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.