
Sami sobie nagrabiliśmy jako widzowie. Nie chodziliśmy do kin na nowe, nieznane produkcje. Wybieraliśmy tytuły, które znaliśmy – kontynuacje hitów, ekranizacje komiksów, książek, gier, remake’i, rebooty i tak dalej. W efekcie hollywoodzcy producenci niechętnie dają dziś kasę na tytuły oryginalne, natomiast sypią ją na dawne przeboje. Matrix: Zmartwychwstania to najlepszy tego dowód. Film bez pomysłu, kompletnie niepotrzebny, nieciekawy. A jednak powstał, bo była kasa i masa gęb do wyżywienia. Nie przez przypadek na ekranie zobaczymy znaczną część obsady Sense8…
Akcja filmu dzieje się wiele lat po wydarzeniach z trzech pierwszych części Matriksa. Neo (Keanu Reeves – Przez ciemne zwierciadło) jakimś cudem wrócił do dawnej tożsamości i kompletnie nie pamięta swoich niesamowitych przeżyć. Jest programistą i leczy się psychiatrycznie u analityka (Neil Patrick Harris – Smerfy), gdyż wydaje mu się, że maszyny w jakiś sposób zniewoliły ludzi. Koncept ten zresztą wykorzystał w swojej grze komputerowej zatytułowanej Matrix, która rozrosła się później do trylogii. To hit co najmniej na miarę polskiego Wiedźmina.
Odpalenie symulacji bazującej na pierwszej wersji gry ma doprowadzić do ponownego spotkania Neo i Trinity (Carrie-Anne Moss – Pompeje). Dowiaduje się o tym hackerka Bugs (Jessica Henwick – Głębia strachu) i tym sposobem dociera do nowej wersji Morfeusza (Yahya Abdul-Mateen II – Candyman). Historia zaczyna się powtarzać. Neo znów dostanie wybór i będzie musiał przypomnieć sobie, kim naprawdę był. Odzyskać swoje niezwykłe moce i ponownie stanąć do walki z agentem Smithem.
Jest w tym filmie scena, w której jeden z asystentów Andersona analizuje, co doprowadziło do sukcesu gry Matrix. Stwierdza, że był to bullet time, czyli efektowne spowolnienia, kule śmigające nad głową bohatera, wyskoki Trinity w powietrze. Od razu dodaje, że potencjalna kontynuacja potrzebuje czegoś nowego. Czy Matrix: Zmartwychwstania ma to coś? Nie, nie ma. Nie ma też takich niespodzianek, jakie oferowała część pierwsza, oraz równie efektownych scen akcji co te z jej dwóch kontynuacji. Pojawiają się bójki i strzelaniny, ale są zrealizowane sprawnie. Tylko sprawnie. Także soundtrack nie powala. Jest fajny, ale gdzie mu tam do oryginalnego!
Oczywiście przyjemnie jest zobaczyć Neo, naćpanego lekarstwami i mocno nieogarniętego. Przyjemnie jest też zobaczyć Trinity, mniej przyjemnie Niobe, bo się okrutnie zestarzała i zdziwaczała. Nowi Morfeusz i Agent Smith nie mają charyzmy tych z części pierwszej, a filozoficzne rozważania bohaterów częściej irytują niż zaskakują głębią. W efekcie Matrix: Zmartwychwstania to przede wszystkim dramat o wiecznej miłości. Efektowny, sprawnie zrealizowany, ale jednak niezachwycający.
Zobacz, jeśli:
– Jesteś fanem serii i nie boisz się, że ci zbrzydnie
– Liczysz na lekki i nieskomplikowany film
Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na film na poziomie pierwszej części
Michał Zacharzewski
Matrix: Zmartwychwstania, The Matrix Resurrections, 2021, reż. Lana Wachowski, wyst. Keanu Reeves, Carrie-Anne Moss, Yahya Abdul-Mateen II, Jonathan Groff, Jessica Henwick, Neil Patrick Harris, Jada Pinkett Smith, Priyanka Chopra Jonas, Christina Ricci, Lambert Wilson, Andrew Caldwell, Toby Onwumere, Max Riemelt, Joshua Grothe, Brian J. Smith, Eréndira Ibarra, Telma Hopkins, Ellen Hollman, Tiger Hu Chen, Dani Swan, Stephen Dunlevy, Steven Roy, Mercy Malick, James McTeigue, Michael X. Sommers, Max Mauff, Freema Agyeman, Chad Stahelski
Ocena: 5/10
Polub nas na Facebooku i Twitterze.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.
5 uwag do wpisu “Matrix: Zmartwychwstania”