Cena powrotu

Płyną lata, a Steven Seagal wciąż kręci tandetne filmy sensacyjne. Stawia na naciągane historyjki, banalne dialogi i niewiarygodne sceny akcji. Bije się z pomocą montażysty. Robi wciąż te same trzy miny, ale przynajmniej nie zna litości. I tak widz przeżywa namiastkę katharsis. Ma zapewnione emocje i gwarancję, że zatriumfuje sprawiedliwość.

W Cenie powrotu wszystko zaczyna się od policyjnej zasadzki na handlarzy narkotyków w jednym z bloków w Los Angeles. Sallinger (Steven SeagalW imię zasad, Prowokacja) bez trudu załatwia oprychów, lecz przeciwstawia się, kiedy jego partner chce zabrać sobie znalezioną gotówkę. W efekcie zostaje przez niego postrzelony. Co tu dużo mówić, kończy karierę policyjną i zamyka się w domku na odludziu, by medytować, pić ekologiczne wywary i myśleć o minionym życiu. Tylko że przeszłość raz jeszcze upomina się o niego.

Stary kumpel Connor (Steph DuVall) ściąga go do San Antonio, gdyż ma kłopoty. Jakieś oprychy grożą mu i jego córce. Facet chce, by Sallinger zastąpił zastrzelonego ochroniarza dziewczyny. Ten zgadza się nie mając świadomości, że pakuje się w sporych rozmiarów rozróbę. I nieraz będzie musiał naruszyć prawo, by pokazać przestępcom, iż łamanie prawa nie popłaca.

No właśnie, fabularnie film nie trzyma się kupy. Sallinger bez przerwy spuszcza komuś łomot lub kogoś zabija, a jednak ma tylko umiarkowane kłopoty z policją. Wielokrotnie może zginąć, ryzykuje w absurdalny sposób, a jednak jakimś cudem przeżywa. Właściwie każda jego akcja w realnym życiu nie mogłaby się powieść, gdyż bazuje na ślepym farcie. Taka jest jednak filmowa rzeczywistość: tu walczący stają naprzeciwko siebie i zaczynają do siebie strzelać, zamiast najpierw myśleć o ukryciu się.

Sam film jest przyzwoicie zrealizowany. Ma sprawny montaż, całkiem niezłe tempo, niezbyt dynamiczne pościgi. Krew sika z zabijanych ludzi na kilometr, regularnie zachlapuje ściany, na których jednak nie widać śladów po kulach. Ba, niczym w starym kinie kule przenikają przez koszulki, nie rozdzierając ich, za to wywołując pod spodem obfite krwawienie. Cenę powrotu trzeba oglądać ze sporym dystansem, przymykając oko na niedoróbki i niekonsekwencje. To jednak film, w którym sporo się dzieje, więc miłośnicy gatunku będą z niego zadowoleni.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz telewizyjną tandetę
– Nie przeszkadza ci durny scenariusz

Odpuść sobie, jeśli:
– Lubisz analizować, jak zachowują się walczący
– Cenisz realistyczne filmy akcji.

Michał Zacharzewski

Cena powrotu, Protektor, The Keeper, 2009, reż. Keoni Waxman, wyst. Steven Seagal, Luce Rains, Jessica Williams, Kisha Sierra, Liezl Carstens, Arron Shiver, Steph DuVall

Ocena: 4/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Cena powrotu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.