Nic osobliwszego nad miłość

Amerykańskie kino niezależne bywa smutne i poruszające, ale najczęściej próbuje w zabawny sposób mówić o poważnych rzeczach. Festiwal w Sundance co roku zalewany jest komediami egzystencjalnymi bądź filmami o zwykłych ludziach, którzy przechodzą w życiu zmiany, śmiejąc się przy tym, popijając piwko albo wałęsając z przyjaciółmi po mieście. Nic osobliwszego nad miłość również należy do tej kategorii, tyle że nie bardzo wiadomo, o czym tak naprawdę opowiada.

Lucy jest młodą nauczycielką mieszkającą samotnie w niewielkim miasteczku. Młodą i uwielbianą przez wszystkich mężczyzn. Kochają się w niej koledzy z pracy (włącznie z dyrektorem), niektórzy uczniowie, ludzie na ulicy, nawet śmieciarze z uśmiechami na ustach odbierających odpady sprzed jej domu. Wszyscy są dla niej mili, wszyscy tracą przy niej rezon i zachowują się głupio. A ona? Trochę się tym krępuje. Jednak – podobnie jak słynna Amelia czy Panna Meadows – wszystkich obdarza słodkim uśmiechem. I dla każdego ma czas.

Dziewczyna wciąż nie może zdecydować się na żadnego z nich. W końcu zaprasza do siebie szkolnego trenera, żonatego, niezbyt przystojnego gościa, który musiał ją w jakiś sposób ująć. Nie jest jednak do niego przekonana i może dlatego w chwili, gdy ma dojść do zbliżenia, facet zapada się pod ziemię. A dokładniej – wpada w czarną dziurę w podłodze. Dziurę, która ma zapewne wiele metrów głębokości, ale w suficie piwnicy jej nie widać. Od tej pory Lucy stara się go wyciągnąć. Nie będzie to proste, bo dziewczyna nie chce, by jej romans się wydał. W dodatku w mieście pojawia się tajemniczy mężczyzna, zapewne mafijny windykator, który próbuje odnaleźć trenera…

Najprościej uznać Nic osobliwszego nad miłość za czarną, surrealistyczną komedię romantyczną. Problem w tym, że film nie oferuje zbyt wiele czarnego humoru, zaś reżyserowi zabrakło konsekwencji w budowaniu surrealistycznej otoczki. Przedsięwzięte środki czemu nie służą, nie prowadzą do żadnego morału. Bohaterka pozostaje głupiutka, a widzowie też pozostają. Tyle że z wrażeniem, że obejrzeli kolejny dość dziwny film o niczym.

Michał Zacharzewski

Nic osobliwszego nad miłość, No Stranger Than Love, reż. Nick Wernham, wyst. Alison Brie, Justin Chatwin, Colin Hanks, Dylan Everett, Jayne Eastwood

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Nic osobliwszego nad miłość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s