Power Rangers

Wydawało mi się, że tego rodzaju kino należy już do przeszłości. Przesadzone, infantylne, pełne banalnych dialogów, kiepskich efektów specjalnych i nastolatków robiących przerażone miny. Sukcesy kolejnych ekranizacji komiksów Marvela pokazały przecież filmowcom, jakiego typu rozrywki poszukują współcześni widzowie. Niestety, twórcy Power Rangers z tej wiedzy nie skorzystali. Jedno ich usprawiedliwia. Zadanie mieli niełatwe, bo oryginalny serial były w stanie oglądać co najwyżej siedmiolatki.

Początek jest całkiem niezły i zwiastuje kino rozrywkowe na przyzwoitym poziomie. Angel za głupi żart oraz nieudaną ucieczkę z miejsca przestępstwa zostaje wyrzucony z drużyny futbolowej. Dostaje również areszt domowy i trafia do klasy specjalnej, gdzie zaprzyjaźnia się z poniewieranym przez lokalnego osiłka Billym. Pewnego dnia wybierają się do lokalnych kamieniołomów, gdzie ten drugi z niejasnych do końca powodów wysadza kamienną ścianę. Eksplozja ściąga na miejsce troje innych nastolatków i… Tak, już na tym etapie film zaczyna robić się głupi.

W każdym razie w ścianie pięcioro nastolatków znajduje pięć świecidełek, które dają im niezwykłe moce. Szybkość, siłę, odporność na ciosy. Chcąc odkryć tajemnicę zachodzących w sobie zmian, wracają na miejsce i tam odkrywają statek kosmiczny sprzed 65 milionów lat. Rezydujący na pokładzie robot przywołuje Zordona, nieżyjącego już strażnika, który oświadcza zaskoczonym dzieciakom, że muszą przejąć jego fuchę i chronić pewnego cennego kryształu przed złą do szpiku kości Ritą. Tylko czy jedenaście dni wystarczy im, by opanować sztuki walki oraz morfowanie się w noszących pstrokate kostiumy motocyklowe Power Rangerów?

Jestem przekonany, że w przyszłym roku ten film będzie bił się o Złote Maliny. Owszem, ma niezłe tempo, nie brakuje w nim efektownych walk i pościgów, a nawet paru zabawnych dowcipów, jednak całość jest zdecydowanie zbyt dziecinna. Między bohaterami nie ma żadnej chemii, a próby nadania sensu ich działaniom śmieszą. Wstawki, które miały dodać filmowi głębszy wymiar, są nieudane. Choroba matki jednego z bohaterów pełni rolę niepotrzebnego wtrętu, który kompletnie nic nie wnosi do banalnej skądinąd historii.

Power Rangers cierpi nie tylko na brak oryginalności, ale jest też całkowicie przewidywalny. Przypomina zlepek znanych motywów z kilku innych popularnych filmów. Kiczowate zakończenie, w którym bohaterowie w pełnym rynsztunku stają do zaskakująco krótkiej walki z Ritą, budzi co najwyżej śmieszność. I tak oto produkcja za 100 milionów dolarów okazuje się nieudaną bzdurą, która zachwyci co najwyżej fanów serialu. I to też na zasadzie childhood guilty pleasure.

Michał Zacharzewski

Power Rangers, reż. Dean Israelite, wyst. Dacre Montgomery, Becky G, Naomi Scott, RJ Cyler, Ludi Lin, Elizabeth Banks

Ocena: 4/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk
.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s