Resident Evil: Witajcie w Raccoon City

Seria horrorów Resident Evil najpierw podbiła serca graczy komputerowych. W 2002 roku przeniósł ją na wielki ekran Paul W.S. Anderson. Nakręcił naprawdę dobry film, mroczny, dynamiczny, widowiskowy. Tytuł, który do dziś uchodzi za jedną z najlepszych adaptacji gier video w istorii. Sęk w tym, że kolejne części nie były już tak dobre. Cykl zamienił się w postapokaliptyczne kino akcji, może i efektowne, ale durne. Niekoniecznie było ono tym, czego oczekiwali fani.

Resident Evil: Witajcie w Raccoon City miał być powrotem do horroru i w sumie nim jest. Tyle że to jednocześnie film głupi, źle wyreżyserowany, pełen idiotycznych pomysłów i durnych rozwiązań fabularnych. Claire (Kaya Scodelario Pełzająca śmierć) wychowała się wraz z bratem w jednym z sierocińców sponsorowanych przez korporację Umbrella. Jako nastolatka uciekła stamtąd, a teraz wraca do miasta, by odnowić kontakty z bratem, Chrisem (Robbie AmellJak zostać kotem).

Początek sporo obiecuje. Oto gdzieś w podziemnym laboratorium na wolność wydostaje się groźny wirus, pod wpływem którego ludzie zamieniają się w zombie. Korporacja Umbrella rozpoczyna ewakuację swoich najcenniejszych pracowników, resztę zaś otacza szczelnym kordonem. Wydarzenia te obserwujemy oczyma ludzi z zewnątrz, nieświadomych tego, co się dzieje. I to jest fajne. A raczej byłoby fajne, gdyby zrobiono to z głową.  Nie zawsze przecież pomysły z gier sprawdzają się w filmach…

W Resident Evil: Witajcie w Raccoon City pojawienie się żywych trupów nie robi na nikim większego wrażenia. To również jeden z tych filmów, w których przejechanie z jednej stron niewielkiego miasteczka na drugie zajmuje półtorej godziny, a bohaterowie potrafią przez dwie godziny walczyć w ciasnej willi z trupami. Wprowadzony licznik czasu, odmierzający godziny do zniszczenia laboratorium i miasteczka, kompletnie nie przekłada się na to, co dzieje się na ekranie. Najlepiej udawać, że się go nie widzi. Nie kontrolować podległości pomiędzy różnymi punktami i reakcji bohaterów na wydarzenia.

Zresztą bohaterowie są tu tak wielkimi idiotami, że lepiej nie zastanawiać się nad ich wypowiedziami czy działaniami (choć nie za wiele robią). Najlepiej skupić się na odnajdywaniu easter eggów, czyli elementów znanych z gier Resident Evil, często drobnych detali, które budują klimat (choćby gasnąca zapalniczka Chrisa). Nie wystarczają one jednak, by zakryć ocean błędnych decyzji reżysera. Wniosek jest jeden: film sponsorowały trzy angielskie literki – WTF. W czasie seansu widz mocno się z nimi zżyje…

Zobacz, jeśli:
– Kochasz grę

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na coś lepszego niż poprzednie filmy
– Masz uczulenie na głupotę

Michał Zacharzewski

Resident Evil: Witajcie w Raccoon City, Resident Evil: Welcome to Raccoon City, 2021, reż. Johannes Roberts, wyst. Kaya Scodelario, Hannah John-Kamen, Robbie Amell, Tom Hopper, Avan Jogia, Donal Logue, Neal McDonough, Lily Gao, Chad Rook, Marina Mazepa, Nathan Dales, Pat Thornton

Ocena: 3/10

Polub nas na Facebooku i Twitterze.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.