Indiana Jones i Świątynia Zagłady

Trzy lata po Poszukiwaczach zaginionej arki archeolog Indiana Jones powrócił do kin. Tym razem skupił się na jednym kontynencie, tym azjatyckim, gdzie czekała na niego niesamowita przygoda. Nas też czeka – to pod każdym względem film lepszy od oryginału. Dynamiczniejszy, zabawniejszy, lepiej wyreżyserowany. Także lepiej zagrany, gdyż Harrison Ford świetnie bawi się w roli tytułowego bohatera, a młodziutki Jonathan Ke Quan raz po raz rzuca zabawne teksty. Jest jeszcze kultowa przejażdżka górniczymi wagonikami oraz nie mniej słynny pojedynek na moście.

Rok 1935. Indiana Jones (Harrison FordHan Solo, Wiek Adaline) dostarcza szanghajskiemu gangsterowi Lao Che cenną figurkę. Zostaje jednak zdradzony i tylko dzięki miejscowej piosenkarce (Kate Capshaw – późniejsza żona Stevena Spielberga) oraz jedenastoletniemu smykowi (Jonathan Ke Quan) wydostaje się z opresji. Niestety, samolot, którym ucieka, rozbija się gdzieś w Himalajach i zmęczeni, poobijani rozbitkowie docierają do niewielkiej, indyjskiej wioski. Jej mieszkańcy deklarują im pomoc i wskazanie drogi do Delhi, o ile uda im się odzyskać cenny kamień Shivy skradziony wraz z mieszkającymi w okolicy dziećmi w pobliskim pałacu Pankot. Indy deklaruje pomoc, gdyż nie wie, że posiadłość objęli we władanie Thugowie, a więc wyznawcy okrutnej bogini Kali.

Czegoż w tym filmie nie ma – od szaleńczej przejażdżki po zatłoczonych ulicach Szanghaju przez zjazd na pontonie z jednego z himalajskich szczytów po wspomniany wyścig w kopalni. Do tego dochodzą słonie, wyrwane ludzkie serca i móżdżki małp serwowane bezpośrednio z gotowanych głów. Dzieje się sporo, naprawdę sporo, a i humoru jest znacznie więcej niż w Poszukiwaczach zaginionej arki. Choć oba filmy trwają mniej więcej tyle samo (niecałe dwie godziny), to czas przy Indiana Jones i Świątynia Zagłady płynie ciut szybciej. Wpływa na to bardziej dynamiczny montaż oraz spójniejsza akcja. Także bardziej nowoczesna realizacja. Poszukiwacze zaginionej arki mieli przecież gorsze efekty specjalne, tradycyjne sceny kaskaderskie (będące popisem sprawności aktorów) i udźwiękowienie rodem z azjatyckich filmów akcji klasy B. Tu wszystko jest już dużo bardziej nowoczesne. Nastawione na rozrywkę.

O sukcesie filmu zadecydowały jednak inne składowe: charyzmatyczna rola Forda, prawdziwa egzotyka, świetnie dobrane plenery, wreszcie klimat wielkiej przygody. Wtedy – w latach osiemdziesiątych – Indiana Jones i Świątynia Zagłady pachniał niesamowitymi wakacjami oraz akcentował powrót kina przygodowego. Wielka szkoda, że jego popularność szybko się skończyła i dziś ten gatunek rozrywki ma niewielu fanów. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak się stało…

Zobacz, jeśli:
– Kochasz Kino Nowej Przygody
– Przyglądasz się tak zwanej klasyce kina współczesnego
– Chcesz być na bieżąco z ikonami pop kultury

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na realistyczny film o trudach pracy archeologa

Michał Zacharzewski

Indiana Jones i Świątynia Zagłady, Indiana Jones and the Temple of Doom, 1984, reż. Steven Spielberg, wyst. Harrison Ford, Kate Capshaw, Jonathan Ke Quan, Amrish Puri, Roshan Seth, Roy Chiao, Philip Stone

Ocnea: 8,5/10

Polub nas na Facebooku!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.