No Escape

Ten film miał ostrzegać przed złymi kapitalistami. Tymi wszystkimi parszywymi korporacjami, które wykupują przedsiębiorstwa z biedniejszych krajów i wyzyskują miejscowych do granic wytrzymałości. Oczywiście to bzdura, ale modna bzdura, którą często się dziś lansuje. A No Escape waląc w ten bęben szybko obraca się przeciwko lokalsom. Pokazuje ich jako tępawy motłoch, dzicz mordującą w imię wyimaginowanych krzywd oraz obrony krajowej własności. Tylko czy rzeczywiście lepiej będzie im tak, jak było?

Jack Dwyer (Owen WilsonBękarty, Zoolander) razem z żoną (Lake BellWszyscy moi mężczyźni, Odważ się zdobyć faceta) oraz dwiema córkami wylatuje do niewielkiego azjatyckiego kraiku. Firma Cardiff, dla której pracuje, przejęła tam potężny biznes. Trzeba go rozkręcić i przy okazji zadbać o czystą wodę, czym ma się zająć bohater. Rodzina jeszcze w samolocie poznaje Brytyjczyka Hammonda (Pierce BrosnanMamma Mia, Anglik, który mnie kochał). To dzięki niemu i szalonemu taksówkarzowi docierają do hotelu o orientalnie brzmiącej nazwie Imperial Lotos, gdzie mają spędzić najbliższe tygodnie.

Następnego dnia wybucha jednak rebelia, a premier zostaje zamordowany. Dwyer wychodzi po gazetę i nagle na wąskiej uliczce otoczonej budami ścierają się wściekli lokalsi i świetnie uzbrojeni policjanci. Ci pierwsi wygrywają i z antyamerykańskimi hasłami na ustach ruszają na wspomniany hotel. W mieście ktoś odcina prąd, przestają działać telefony i telewizja, tu i ówdzie dochodzi do egzekucji. Dwyerowi udaje się dotrzeć do bliskich, ale o uciecze w bezpieczne miejsce nie może już być mowy…

W No Escape akcja zaczyna się w piętnastej minucie projekcji i właściwie nie zatrzymuje się aż do końca. Bohater dokonuje zwykłych-niezwykłych czynów, skacze po dachach, jeździ motocyklem, bije się z miejscowymi oprychami. Raz po raz udowadnia, że nie jest żadnym komandosem, a zwykłym człowiekiem, który ze wszystkich sił stara się obronić swoich bliskich. Najwięcej problemów ma zresztą ze swoimi córkami. Pannice robią to, na co mają ochotę. Jak to dzieci, nie rozumieją powagi sytuacji. Ze strachu albo z nieświadomości narażają życie rodziny. I to pewnie „rodzinnym” widzom będzie się podobać.

Tyle że film jest głupi. Jeśli na początku pojawia się Pierce Brosnan, to wiadomo, że jeszcze wróci i uratuje komuś tyłek. Wiadomo też, jak skończy się cała przygoda Dwyerów. Cała wizja rebelii jest bowiem wyssana z palca i mało realistyczna. Stanowi najlepszy dowód tego, z jaką pogardą patrzą na trzeci świat Amerykanie. Także na kapitalizm, na którym wyrośli. Wszystko to jest bardzo obłudne i zirytuje każdego, kto odważy się myśleć podczas seansu. Lepiej tego nie robić. Lepiej chłonąć emocje i spróbować przynajmniej dobrze się bawić.

Zobacz, jeśli:
– Tęsknisz za Brosnanem Bondem
– Wzrusza cię, gdy ojciec gotów jest poświęcić życie dla rodziny

Odpuść sobie, jeśli:
– Planujesz wycieczkę do Tajlandii
– Nie lubisz politycznych agitek w filmie
– Myślisz, że Owen Wilson zagra inaczej niż zwykle. Nie zagra!

Michał Zacharzewski

No Escape, 2015, reż. John Erick Dowdle, wyst. Owen Wilson, Pierce Brosnan, Lake Bell, Claire Geare, Sterling Jerins, Thanawut Dum Kedsaro

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.