Player One

Z Player One mam pewien problem. Otóż najnowsze widowisko science fiction w reżyserii Stevena Spielberga (Czwarta władza, Pojedynek na szosie) podoba się głównie tym widzom, którzy nie czytali książkowego oryginału. Osoby, które zetknęły się z powieścią Ernesta Cline’a, są z reguły zawiedzione wprowadzonymi zmianami. Z fabuły zostały gruzy, zmienił się również klimat oraz forma tego hołdu złożonego latom osiemdziesiątym. Znacznie mniej jest też humoru. Czego jest natomiast więcej? Efektów specjalnych.

Trzon historii pozostawiono bez zmian. Oto w niedalekiej przyszłości cywilizacja legnie w gruzach. Ludzie większość czasu spędzać będą w wirtualnych światach. Tam będą uczyć się, pracować, wreszcie zarabiać zdobywając loot na noobach. I chyba każdy marzyć będzie o odnalezieniu złotego jaja pozostawionego przez Jamesa Halliday’a, ekscentrycznego autora najpopularniejszego świata Oasis. Miliarder tuż przed śmiercią ogłosił, że cały jego majątek oraz rządy nad światem przejmie osoba, która odnajdzie je jako pierwsza. Innymi słowy geek nad geeki.

Trzech kluczy niezbędnych do zdobycia jaja od kilku lat szuka cały świat, w tym korporacja IOI zatrudniająca setki wykwalifikowanych poszukiwaczy. Jednak pierwsze zadanie – szalony przejazd samochodem po trasie najeżonej pułapkami – zalicza Parzival, tajemniczy nastolatek mieszkający na składowisku przyczep kempingowych w Oklahoma City. Z miejsca staje się sławnym wirtualnym celebrytą i poznaje innych sławnych graczy. I oczywiście łączy z nimi siły, by dotrzeć do jaja przed paskudami z IOI.

Aktorzy się nie napracowali. Spora część akcji toczy się w wirtualnej rzeczywistości wykreowanej na ekranach komputerów i najeżonej odniesieniami do lat osiemdziesiątych. Wyłapywanie tych wszystkich deloreanów, Freddych Kruegerów i świętych granatów ręcznych jest świetną zabawą, ale nie zatuszuje naiwności scenariusza. Razi prostota, z jaką bohaterowie rozwiązują kolejne zagadki, śmieszy karykaturalność prezesa IOI, brakuje wreszcie napięcia pogoniom, bitwom i strzelaninom. No i klimatu, którym emanowała książka. Co stało się z muzyką z epoki? Czemu tak bardzo brakuje tu humoru?

Player One jest filmem technicznie nowoczesnym i koncepcyjnie przestarzałym. Ogranicza się bowiem do sztampowego odtwarzania rozwiązań znanych już z innych filmów. Nie zagłębia się w problemy bohaterów, nie pozwala przyjrzeć się nerdom, nie odkrywa żadnych ciekawostek z epoki. Prawi za to banalne morały o wolności w sieci. Wybucha niczym fajerwerk, a potem gaśnie. Oj, zdecydowanie lepiej sięgnąć po książkę…

Zobacz, jeśli:
– Nie czytałeś książki
– Lubisz wielkie, efektowne widowiska
– Cenisz Spielberga

Odpuść sobie, jeśli:
– Czytałeś książkę
– Lubisz filmy, które nie są wydmuszkami

Michał Zacharzewski

Player One, Ready Player One, 2018, reż. Steven Spielberg, wyst. Tye Sheridan, Olivia Cooke, Ben Mendelsohn, Lena Waithe, T.J. Miller, Simon Pegg, Mark Rylance, Philip Zhao

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Player One

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.