Logan: Wolverine

Logan przedwcześnie postanowił zejść ze sceny. Tym filmem udowadnia, że wciąż jest w znakomitej formie – zarówno jako postać, jak i aktor. Być może to wstęp do negocjacji, bardziej jednak prawdopodobne, że Hugh Jackman zapragnął dobrej zmiany. Ma przecież problemy zdrowotne (powracający nowotwór) i, jak sam powiedział, coraz mniej ról do zagrania. A nie chce być zapamiętany wyłącznie jako Wolverine…

Bohaterowie się starzeją. Taka jest po prostu moda. Postarzał się i zgorzkniał Batman, swoje lata ma Rambo, Rocky już nie wchodzi do ringu, Mel Gibson w Dziedzictwie krwi też próbuje coś jeszcze z siebie wykrzesać. Logan ukrywa się gdzieś na południu i dorabia jaki kierowca na zamówienie. Razem z Calibanem opiekuje się zniszczonym demencją starczą profesorem X. Żyją więcej niż skromnie, na spalonej słońcem farmie, wśród rdzewiejących tanków, usychających kaktusów i wszechobecnych wraków. Łudzą się jeszcze, że kiedyś kupią jacht i wyruszą w daleką podróż, jednak w rzeczywistości chyba już czekają na śmierć. Większość mutantów wyginęła. Nowi już się nie rodzą. Ich świat przechodzi do historii.

Nieoczekiwanie z Loganem kontaktuje się starsza Meksykanka, która chce bezpiecznie przewieść swoją córkę do Północnej Dakoty i dalej do Kanady. Wolverine odmawia jej, choć oferowana sumka jest kusząca. Zdanie zmienia dopiero wtedy, kiedy kobieta ginie, a dziewczynkę zaczyna ścigać łowca mutantów, niejaki Pierce. Czy to możliwe, by mała również do nich należała? Prawda okaże się wstrząsająca… Dla nas, widzów, oznacza to ponad dwie godziny wciągającego, ale i poruszającego filmu, jakże innego niż ostatnie produkcje Marvela. Tam najważniejsze są efekty. Tu pozostają one w tle, nie oszałamiają. Na pierwszy plan wysuwa się bowiem historia.

Decyzja o porzuceniu komiksowej otoczki i skupieniu się na bohaterach nie jest może oryginalna, ale na pewno trafna. Wyróżnia bowiem film na tle konkurencji, daje też do myślenia. Pokazuje ich jako ludzi mających swoje słabości i toczącymi z nimi heroiczny ból. Tak – przede wszystkim z własnymi słabościami, a dopiero później z szablonowymi, niezbyt ciekawymi przeciwnikami. Logan: Wolverine mielizny scenariusza nadrabia realizmem, a twórcy nie cofają się nawet przed przemocą wobec dzieci. Dziwi w tym kontekście decyzja o przygotowaniu dubbingu – to film z całą pewnością nie dla osób, które nie potrafią czytać.

W 1989 roku Tim Burton rozpoczął swoim Batmanem marsz w stronę realizmu. Porzucił to, co było złe w adaptacjach komiksów – całą tę pstrokaciznę, infantylizm, umowność – i nakręcił film o człowieku z krwi i kości, który walczy z przestępcami-świrami. Od tego czasu adaptacje komiksów stawały się coraz bardziej rzeczywiste. Logan: Wolverine to kolejny ważny krok na tej drodze. I nawet jeśli nie jest to najlepsza adaptacja w historii, to z pewnością będzie zapamiętana jako obraz, który traktuje widzów serio. A to bardzo ważna zaleta.

Michał Zacharzewski

Logan: Wolverine, Logan, reż. James Mangold, wyst. Hugh Jackman, Patrick Stewart, Dafne Keen, Boyd Holbrook, Richard E. Grant.

Ocena: 7,5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk
.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s