Przełęcz ocalonych

zdalaWydawało się, że kariera Mela Gibsona dobiegła końca. Po kilku aferach obyczajowych przestał dostawać filmowe propozycje. W wywiadach narzekał na hollywoodzki ostracyzm i grał jedynie drugoplanowe role w podrzędnych sequelach. W końcu sam znalazł sobie robotę. Za stosunkowo skromne 40 milionów dolarów nakręcił najlepszy film wojenny tego roku. Najlepszy, lecz nie pozbawiony wad.

Przełęcz ocalonych opowiada autentyczną historię Desmonda Dossa, zmarłego dziesięć lat temu sanitariusza, który z powodów światopoglądowych – był adwentystą dnia siódmego – podczas II wojny światowej odmówił sięgnięcia po broń. Mimo to udowodnił, że jest bohaterem. W czasie służby uratował wielu żołnierzy walczących po obu stronach frontu. Pchał się tam, gdzie bali się iść najodważniejsi. Chwała Gibsonowi, że przypomniał tak ciekawą, ale zapomnianą dziś postać.

Sam film rozpada się na trzy oddzielne epizody. Pierwszy z nich opowiada o młodości Desmonda w Lynchburg w stanie Virginia oraz pokazuje przyczyny jego niechęci do zabijania. Gibson skupia się tu na ckliwej, lecz dość banalnej historyjce miłosnej. Bohater poznaje dziewczynę, zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, wyciąga na kolejne romantyczne spotkania. Szykuje się nawet do ślubu. Potem jednak nastaje epizod drugi – szkolenie wojskowe w słynnym Fort Jackson, powtarzające filmowe schematy znane chociażby z Full Metal Jacket i zwieńczone procesem, bo Desmond mimo rozkazów dowódców wciąż odmawia sięgnięcia po broń. Ostatni epizod filmu to jedna z bitew, w których bohater się wsławił. Niesamowicie efektowna i brutalna, świetnie wyreżyserowana, przywołująca słynny szturm na plażę Omaha z Szeregowca Ryana. Spielberg zdołał przedstawić Niemców jako ludzi. U Gibsona Japończycy są jedynie brutalną, zdziczałą masą.

Choć film opowiada o gorliwym chrześcijaninie, który w życiu kieruje się wiarą, religii jest na ekranie nieco zbyt dużo. Powracające ujęcia krzyży czy Biblia wiecznie obecna w dłoniach bohatera w pewnym momencie zaczynają już męczyć. Tym bardziej, że Desmond wcale nie jest narwany, też miewa dylematy moralne, a trzymanie się swoich zasad przychodzi mu z wyraźnym trudem. W efekcie można odnieść wrażenie, że to film propagandowy, pokazujący poświęcenie dla wiary jako niełatwą, ale sensowną drogę życia.

Przełęcz ocalonych zbudowana jest na kontrastach. Pacyfistyczna, a jednocześnie chwaląca odwagę walczących żołnierzy. Stawiająca niechęć do zabijania na piedestale, lecz skupiająca się na rzezi. Gibson chciał chyba zadowolić wszystkich, a zwłaszcza członków Akademii Filmowej. Wpakował do swojego filmu wiele niepotrzebnych scen, kilku ważnych z kolei nie zdołał odpowiednio wyeksponować. Kto wie, czy jednak nie uda mu się zgarnąć paru nominacji, bo nakręcił obraz na długo zapadający w pamięć. Wygląda na to, że na dłużej powrócił do Hollywood.

Michał Zacharzewski

Przełęcz ocalonych, Hacksaw Ridge, reż.: Mel Gibson, wyst. Andrew Garfield, Sam Worthington, Luke Bracey, Hugo Weaving, Vince Vaughn

 Ocena: 7,5/10

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Przełęcz ocalonych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s