Czerwony kapitan (film)

zdalaCzasami jedną decyzją dystrybutor potrafi zmienić odbiór filmu. Czerwony kapitan jest tego doskonałym przykładem – to dubbing, a nie fabuła czy gra aktorów stały się głównym tematem rozmów widzów wychodzących z kina. Jego teatralna sztuczność przeszkadza w odbiorze niektórych scen, chwilami też usypia. Naprawdę nie można było zostać przy języku czeskim?

Ekranizacja popularnej powieści Dominika Dána zaprasza widzów na wycieczkę do Bratysławy z początku lat dziewięćdziesiątych. Komunizm już upadł, ale Czesi i Słowacy wciąż żyją w jednym kraju. Grupa robotników pracujących na cmentarzu odnajduje szkielet człowieka z połamanymi palcami i gwoździem wbitym w czaszkę. Sprawę dostają dwaj detektywi, doświadczony Burger oraz młody, ambitny Krauz (w tej roli Maciej Stuhr). Trop prowadzi do kościoła i ichniej ubecji, a dokładniej policji komunistycznej inwigilującej przez lata katolickich hierarchów. Co łączy te dwie instytucje? Co przeskrobał zabity, dlaczego go torturowano i pochowano bez pogrzebu? Jedno jest pewno – ani kościół, ani bezpieka nie chcą puścić w tej sprawie pary.

Okres transformacji i niejasnych interesów dawnej władzy przedstawił już Pasikowski w filmie Psy. Zrobił to z pazurem, w sposób ocierający się o prowokację. Michal Kollar, reżyser Czerwonego kapitana, nie szuka jednak rozliczeń. Skupia się na śledztwie i stara się wciągnąć widzów w kryminalną intrygę. Podrzuca więc kolejne tropy, zaludnia ekran licznymi podejrzanymi typkami, wikła bohaterów w problemy zawodowe i prywatne (która żona policjanta jest szczęśliwa?). Widać gołym okiem, że bawi go odtwarzanie przeszłości, wpychanie na ekran starych samochodów, autobusów i tramwajów. Nam, widzom, to jednak ciut za mało.

Czerwony kapitan jest bowiem filmem schematycznym, przez cały czas podążającym utartymi ścieżkami. Chwilami wręcz śmiesznym, zwłaszcza w scenach, gdy przeciwnikami bohaterów okazują się starsi panowie, lata świetności mający już dawno za sobą. Nie wszyscy też zachowują się logicznie, co widz natychmiast zauważa. Z drugiej strony nie brakuje w filmie scen widowiskowych, brutalnych bójek czy detali, które przypominają o książkowym rodowodzie obrazu. Świetne zdjęcia Kacpra Fertacza stanowią kolejny mocny punkt tej produkcji. Gorzej z zakończeniem, które jest nie do końca jasne. Czekający na jakieś zaskoczenie czy wręcz objawienie będą zwyczajnie zawiedzeni.

Sporą zaletę w stosunku do zachodnich kryminałów stanowi swojski klimat filmu. Choć to Czechosłowacja, atmosfera przypomina tę z Polski z początku lat dziewięćdziesiątych. Podobne problemy, stroje, samochody pozwalają wyobrazić sobie, że akcja Czerwonego kapitana toczy się gdzieś za miedzą. I tu właśnie z pomocą przychodzi wspomniany dubbing. Mimo swoich wad pomaga budować iluzję „naszości”. Może więc jego wykorzystanie wcale nie było tak wielkim błędem? No właśnie – zdania widzów po projekcji są podzielone.

Michał Zacharzewski

Czerwony kapitan, reż. Michal Kollar, wyst.: Maciej Stuhr, Oldřich Kaiser, Marián Geišberg

Ocena: 6/10

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Czerwony kapitan (film)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s