Czerwony kapitan (książka)

zdalaMoja znajomość z Czerwonym kapitanem rozpoczęła się od filmu. To sporo zmienia. W kinie poznałem fabułę powieści i zacząłem utożsamiać głównego bohatera z Maciejem Stuhrem. Anonimowe miasto stało się dla mnie Bratysławą, a poszczególne sceny zyskały w mojej wyobraźni bardzo namacalny, filmowy kształt. Nadmienić też muszę, że pominąłem pięć wcześniejszych tomów cyklu Komisarz Krauz, gdyż nigdy nie ukazały się w języku polskim. Na nasz rynek trafiły jedynie powieści Grzech nasz codzienny, Noc ciemnych kłamstw i Zapisane na skórze, czyli kontynuacje Czerwonego kapitana. Ta niekonsekwencja na szczęście nie przeszkadza w lekturze.

Słowacja, lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Podczas prac remontowych prowadzonych na terenie cmentarza w jednej z trumien robotnicy znajdują szkielet z gwoździem wbitym w czaszkę. Sprawia trafia do wydziału zabójstw, który rozpoczyna śledztwo. Łatwo nie jest – do morderstwa doszło kilka lat wcześniej, w zupełnie innym systemie, świadków żadnych nie ma, protokołów zgonu czy choćby z sekcji zwłok również, a księgi parafialne niczego nie wyjaśniają. W sprawę mogą być zaangażowani członkowie komunistycznej służby bezpieczeństwa. Wielu z nich wciąż pracuje w policji…

Czerwony kapitan miał dać mi odpowiedź na pytanie o kondycję słowackiego kryminału. Polski, jak wiadomo, kwitnie, świetnie ma się skandynawski, ale o literaturze tego typu zza naszej południowej krainy niewiele słychać. I w sumie mogę to zrozumieć. Powieść Dominika Dana, niezwykle popularna tak w Czechach, jak i Słowacji, jawi się jako powieść przeciętna. Fabuła jest odpowiednio zawikłana, zwroty akcji okazują się zaskakujące, lecz postaciom brakuje psychologicznego tła. Dominują dialogi, a pościgów i strzelanin jest niewiele. Policjanci pracują bowiem głową, rozmawiają, łączą fakty, zdobywają informacje. Jak prawdziwi detektywi.

Ciekawostką jest pojawiający też tu i ówdzie humor, niezbyt często spotykany w realistycznych polskich czy skandynawskich kryminałach. Bohaterowie sporo czasu spędzają w knajpie, gdzie raczą się piwem, chętnie żartują też podczas prywatnych rozmów. Czuć lokalny klimat. I właśnie ze względu na ten klimat warto po Czerwonego kapitana sięgnąć. To nieco inna książka niż powieści Nesbo, Krajewskiego czy Mroza. Najbardziej podobna chyba do dokonań Bondy, ale Dominik Dan ma własny, niepodrabialny styl. Miłej lektury.

Joel

Czerwony kapitan, Dominik Dan, tłumaczenie: Antoni Jeżycki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s