Mortal Kombat (2021)

Kinomani, którzy po wielu miesiącach przerwy spowodowanej pandemią na pierwszy seans wybrali film Mortal Kombat, mają prawo być rozczarowani. To obraz naprawdę słaby, o głupiutkim scenariuszu i niezbyt emocjonujących walkach. Chwilami tak tandetny, że płyta z nim nie wyglądałaby źle na tej samej półce co turecka wersja Rambo. Ratuje go zaledwie parę scen, krwawe fatality i dobre wspomnienia z gier, którymi jest inspirowany…

W siedemnastowiecznej Japonii grupka zabójców dowodzonych przez Bi-Hana brutalnie morduje rodzinę Hanzo Hasashiego. Zagładę rodu przeżywa jedynie ukryta pod podłogą córeczka. Według przepowiedni jeden z jej potomków ma poprowadzić najlepszych ziemskich wojowników na turnieju mającym zapobiec inwazji z Zaświatów. „Naszych” wspiera bóg piorunów Raiden, przeciwników zły czarnoksiężnik imieniem Shang Tsung. Taki bóg, że czarnoksiężnika nie umie nastukać.

Te bzdury w grze nie przeszkadzały. Pozostawały gdzieś w tle, człowiek nie bardzo się nimi przejmował. W filmie Mortal Kombat wysuwają się na pierwszy plan i autentycznie irytują. Pewnie dlatego twórcy zrezygnowali z formuły turnieju, skupiając się na przygotowaniach do niego. Niezbyt dobry zawodnik MMA Cole Young zostaje zgarnięty przez majora Brixa i wysłany do niejakiej Sonii Blade, która zabiera go i niezbyt rozgarniętego najemnika Kano do tajnej świątyni położonej na pustyni, gdzie Raiden oraz niezbyt gramotni Liu Kang i Kung Lao szykują ich do decydującej walki… w parę dni.

Żadna z tych postaci nie jest ani charyzmatyczna ani kozacka. Żadna nie jest nawet wyrazista, to kalki bohaterów innych znanych filmów. Najciekawiej wypada w sumie Kano, ale i on jest tylko skorym do żartów marudą, który dla pieniędzy zrobiłby wszystko. Radę dają też pojawiający się na drugim planie Scorpion i Sub-Zero. Szkolenie śmieszy swoją formułą, Shang Tsung co chwila nachodzi bohaterów i wykrzykuje jakieś brednie bez pokrycia, zaś w Zaświatach po kolei przedstawia swoich wojowników. Chwilami aż się nie chce wierzyć, jak kuriozalnie to brzmi.

Gdyby jeszcze walki były dobre, ale spora część z ich pozbawiona jest fajerwerków znanych z najlepszych azjatyckich filmów. Efekty specjalne wydają się tanie, aktorzy grają mocno przeciętnie, brakuje jakichkolwiek emocji. Brakuje nawet czasu na polubienie i zżycie się z postaciami. Na szczęście na tempo nie można narzekać, a krew leje się wtedy, kiedy trzeba. Tylko to ratuje Mortal Kombat przed pełną klęską. Dość powiedzieć, że nawet przebojowy motyw przewodni w nowej wersji brzmi słabo… i pojawia się tylko podczas napisów końcowych.

Zobacz, jeśli:
– Kochasz tę serię
– Potrafisz docenić dobre fatality

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na dobry, emocjonujący film
– Nie lubisz złego aktorstwa

Michał Zacharzewski

Mortal Kombat, 2021, reż. Simon McQuoid, wyst. Lewis Tan, Jessica McNamee, Josh Lawson, Joe Taslim, Mehcad Brooks, Matilda Kimber, Laura Brent, Tadanobu Asano, Hiroyuki Sanada, Chin Han, Ludi Lin, Max Huang, Sisi Stringer, Daniel Nelson

Ocena: 4,5/10

Polub nas na Facebooku i Twitterze.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD
.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.