Malcolm i Marie

Malcolm i Marie Sama Levinsona przypomina rozpisaną na dwoje aktorów sztukę teatralną. To długa, nocna kłótnia pary kochanków przełamywana wybuchami czułości. Chwilami może pretensjonalna, czasami boleśnie wydumana, ale efektowna i dobrze zagrana. Na pewno intrygująca, stylowa, nakręcona w czerni i bieli oraz okraszona jazzem, soulem i rapem.

Malcolm (John David WashingtonTenet, Gentleman z rewolwerem) i Marie (Zendaya Spider-Man: Daleko od domu) wracają nocą do domu położonego na wzgórzach Malibu pod Los Angeles. Właśnie odbyła się premiera debiutanckiego filmu Malcolma. Premiera zakończona sukcesem oraz hucznym bankietem, na którym wszyscy lekko się wstawili. Wydawać by się mogło, że para ma powody do świętowania. Wypity alkohol, przeżyty stres i zmęczenie prowadzą jednak do wybuchu dawno nagromadzonych frustracji…

Akcja Malcolm i Marie toczy się w jednym miejscu w ciągu zaledwie półtorej godziny, a mimo to dowiadujemy się więcej o bohaterach niż z wielu innych, dużo bardziej rozbuchanych filmów. W czasie kłótni często wracają do przeszłości, wyrzucają sobie dawne błędy, wskazują wady charakteru niczym w rasowej psychodramie. Niektóre wątki wydają się naprawdę głębokie, poruszają i zmuszają do zastanowienia się. Inne nadają się do obśmiania, gdyż wydają się banalne. Ale może to życie jest banalne? Ile par kłóci się o dorobek artystyczny Pontecorvo?

Film jest stylowo nakręcony. Levinson już w Assassination Nation pokazał, że w sferze wizualnej bardzo umiejętnie łączy kicz z zamiłowaniem do detali. W Malcolm i Marie nie ma tak rewolucyjnych poglądów, ale też porusza mnóstwo istotnych kwestii, dając widzom liczne tematy do rozmów. Związki międzyludzkie i kwestia umiejętności artykułowania swoich potrzeb. Kino i artyzm, modne obecnie patrzenie na twórczość z perspektywy rasowej czy klasowej.

Co zatem kuleje? Sztuczność całej kłótni, która w rzeczywistości składa się z serii efektownych, aczkolwiek mocno teatralnych monologów. W efekcie zanika napięcie, które po dobrym, mocno początku zaczyna się stopniowo ulatniać. Malcolm i Marie wykrzyczą się i pójdą spać, nie mamy co do tego wątpliwości. A skoro wiemy, jak się to skończy, to czy warto całość oglądać? Moim zdaniem tak. To teatr w kinie i jako taki należy go postrzegać.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz takie teatralne produkcje
– Nie oczekujesz po tym filmie pełnego realizmu

Odpuść sobie, jeśli:
– Irytują cię nieco pretensjonalne rozmowy
– Kłótnie złożone z monologów cię nie przekonują

Michał Zacharzewski

Malcolm i Marie, Malcolm & Marie, 2021, reż. Sam Levinson, wyst. Zendaya, John David Washington

Ocena: 7/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.