Król lew

To jeden z najbardziej oczekiwanych filmów 2019 roku. Obraz, który ma przynieść twórcom miliardy dolarów, a przy okazji podbić serca widzów na całym świecie. Podstawy ku temu są – nakręcona ćwierć wieku temu animacja uchodzi dziś za obraz kultowy. Wzorcowy przykład tego, jak powinno kręcić się filmy dla małych i dużych widzów. W Królu lwie były przecież urocze futrzaki, niegłupia historia inspirowana sztukami Szekspira, wreszcie porcja wysokiej jakości humoru. A teraz… teraz miało być to samo, tylko wcale nie animowane. A dokładniej: wyglądające jak prawdziwe.

Fabularnie rzeczywiście niewiele się zmieniło, nowy Król lew niektóre sceny powtarza klatka po klatce. Oto gdzieś w sercu Afryki przychodzi na świat uroczy lewek imieniem Simba. W przyszłości ma przejąć po ojcu władzę nad okoliczną krainą. Brat ojca, okrutny Skaza, nie może tego ścierpieć. We współpracy z hienami zabija władcę, a małego Simbę rozpędza na cztery wiatry. Tak właśnie główny bohater trafia do malowniczego zakątka, w którym żyją Timon i Pumba…

Poprzednie tegoroczne przeróbki klasyków – Dumbo i Aladyn – starały się wnieść coś nowego do opowieści, czymś widza zaskoczyć. Tą nowością w Królu lwie jest bez wątpienia forma. Choć film w całości (poza jednym ujęciem) powstał na komputerach, wygląda nie gorzej od filmów przyrodniczych wyświetlanych w telewizji. Nie chce się wierzyć, że na ekranie widzimy nieistniejące krajobrazy i zwierzęta stworzone przez animatorów.

Ta niesamowita iluzja trwa tylko do czasu, gdy zwierzęta zaczynają mówić bądź wykonywać gesty typowe dla ludzi. Co więcej, zwierzęta czasami śpiewają, a wówczas wrażenie oglądania dokumentu pryska na dobre. Czuć bowiem dziwną sztuczność tych scen, o której w filmie animowanym – właśnie z uwagi na formę – nie mogło być mowy. Z drugiej strony bohaterom brakuje mimiki. Ich lwie czy guźcowe twarze nie wyginają się tak, jak ludzkie, skutkiem czego ich emocje nie są aż tak widoczne. To negatywnie wpływa na cała tę produkcję i zmniejsza zaangażowanie widza w historię.

Wad film ma więcej. Mniej jest humoru (na dobrą sprawę wprowadzają go dopiero Timon i Pumba), ten zaś zbyt często kręci się wokół kup i bąków. Niektóre postacie wydają się płaskie, inne zdecydowanie zbyt rzadko pojawiają się na ekranie. Król lew niby nadal bawi, ale wspaniała jest w nim głównie technologia. A to troszeczkę za mało…

Zobacz, jeśli:
– Pokochałeś oryginał
– Kochasz kino przyrodnicze
– Chcesz zabrać dziecię na niegłupi film
– Interesują cię nowinki technologiczne w kinie

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na podobne wzruszenia jak kiedyś
– Nie lubisz rzeczy komputerowych

Wojciech Kąkol

Król lew, The Lion King, 2019, reż. Jon Favreau

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.