Romans na godziny

Nietypowa opowieść o prawdziwej miłości albo i też o pożądaniu i związanym z nim sentymencie. Każdy dopatrzy się w Romansie na godziny czegoś innego. I podczas który jedni ulegną urokowi tej produkcji, inni dostrzegą jej ewidentne wady, w tym najważniejszą: niewiarygodność sportretowanych postaci. Radzę przymknąć na nią oko, tak jak przymyka się oko na „mądrości” tabliczek przyczepianych do nowojorskich czy londyńskich ławek. Jasne, są wzruszające, ale czy tak do końca prawdziwe?

Brian Bloom, 24-letni początkujący pisarz żydowskiego pochodzenia ma zadatki na nowego Woody’ego Allena – to znaczy jest intelektualistą z garścią kompleksów i fobii. Jego opowiadaniami nikt się nie interesuje, zaś w życiu niewiele dzieje się ciekawego. Pewnego dnia mężczyzna zauważa po drugiej stronie ulicy piękną kobietę. Podchodzi do niej, zagaduje, umawia się na kolejne spotkanie. Gdzieś miedzy pierwszym a drugim spotkaniem zakochuje się, zwłaszcza że nieznajoma jest nim wyraźnie zainteresowana.

Arielle Pierpoint ma 33 lata, męża dyplomatę i dwoje dzieci. Dla Blooma ma czas codziennie między piątą a siódmą (jest ponoć nawet takie francuskie powiedzenie…). Spotkania, spacery i wizyty w galeriach sztuki powoli zamieniają się w romans. O dziwo to on jest temu przeciwny. Nie chce odrywać ukochanej od rodziny, uważa taką znajomość za nieetyczną. Arielle związek na boku nie przeszkadza. Jej mężowi również. W końcu są Francuzami, a Francuzi zupełnie inaczej patrzą na sprawy miłości…

Romans na godziny z całą pewnością nie jest zabawną komedią romantyczną, choć nie traci swojego lekkiego charakteru. Bardziej przypomina lekcję, jakiej życie udziela młodemu, wciąż idealistycznemu Bloomowi. Brian i Arielle są cudowną parą i świetnie do siebie pasują, choć jednocześnie… kompletnie nie pasują. Kibicujemy im, mimo że każde jest z innej bajki i ich związek wydaje się nie mieć przyszłości. On jest bowiem młodzieńczo naiwny, ona okropnie wyrachowana. A jednak za jej dziewczęcym uśmiechem kryje się uczucie. Pytanie tylko jakie…

Wojciech Kąkol

Romans na godziny, 5 to 7, reż. Victor Levin, wyst. Anton Yelchin, Berenice Marlohe, Olivia Thirlby, Lambert Wilson, Glenn Close, Frank Langella, Eric Stoltz

Ocena: 7/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Romans na godziny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s