Ostatnia klątwa

Johnny Frank Garrett to nie postać z bajki ani wymysł scenarzystów. To siedemnastoletni, niedorozwinięty chłopak, który w 1981 roku zgwałcił i zamordował 76-letnią zakonnicę Tadeę Benz. Ponieważ mieszkał w pobliżu i był znany ze swojej porywczej natury, a jego odcisków palców na miejscu zbrodni nie brakowało, został osądzony i skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano dziesięć lat później, choć wielu ludzi – w tym papież Jan Paweł II – apelowało o ułaskawienie. Powstał nawet film dokumentalny sugerujący, że proces nie został przeprowadzony w sposób prawidłowy, a obrońcy chłopaka nie stanęli na wysokości zadania. Zdaniem jego twórców miejscowi przedstawiciele prawa chcieli kogoś skazać, by uspokoić lokalną społeczność. Dlatego sfingowali część dowodów, zaś śledztwo prowadzili w sposób pobieżny.

Powyższa historia stanowi dla Simona Rumleya jedynie punkt wyjścia. W Ostatniej klątwie oglądamy kilka scen z procesu, a później przyglądamy się karze śmierci. Tuż przed nią ucharakteryzowany na Chrystusa Garret przypomina, że jest niewinny, i przeklina wszystkie osoby związane ze sprawą oraz ich rodziny. I w tym właśnie momencie kończy się prawdziwa opowieść, a zaczyna niskobudżetowy horror. Nieoczekiwanie zaczynają ginąć osoby związane z procesem. Pewna staruszka spada ze schodów, mężczyzna dostaje zapaści, ktoś inny traci zmysły. Dochodzi do paru dziwnych awarii – tu siada elektryka, tam coś nawala w samochodzie. Syn głównego bohatera, jednego z ławników, zaczyna śnić koszmary. Lekarze nieoczekiwanie wykrywają u niego poważną wadę serca…

Rumley nie szokuje tanimi efektami specjalnymi i unika naciąganych scen rodem z kina science-fiction. Dba o to, by widzowie nie wiedzieli, czy mają do czynienia ze zbiegiem okoliczności, chorobą umysłową czy też rzeczywistymi ingerencjami sił nadprzyrodzonych. Dzięki ciekawym ujęciom, męczącemu chwilami montażowi, muzyce Simona Boswella oraz odpowiednim filtrom skutecznie buduje niepokojącą atmosferę. Chwilami Ostatnia klątwa przypomina wręcz fabularyzowany dokument – a to niełatwa sztuka, o czym przekonali się ostatnio twórcy takich horrorów jak Aplik@cja czy Diabelski młyn.

Szkoda, że scenariusz jest niezbyt przekonujący, a zakończenie przewidywalne. Również metody straszenia widza okazują się stare jak świat. Gasnące nagle światła, skrzypiące drzwi, dziwne głosy i koszmarne sny to przecież triki, które zna każdy miłośnik horrorów. Najwyraźniej Ostatnia klątwa została pomyślana jako produkcja dla tych, którzy horrorów na ogół nie oglądają. Uważają je za naciągane i głupie. Ten film też jest naciągany, ale przynajmniej udaje, że nie jest głupi. Że pokazuje coś ważnego, o czymś opowiada. A to już dużo.

Michał Zacharzewski

Ostatnia klątwa, Johnny Frank Garrett’s Last Word, reż. Simon Rumley, wyst. Mike Doyle, Erin Cummings, Sean Patrick Flannery, Dodge Prince, Sue Rock

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s