Arena szczurów

zdalaMarek Krajewski musi lubić swoich śledczych. Nie potrafi ich tak po prostu porzucić. Komisarz Edward Popielski przez długie lata prowadził swoje sprawy w przedwojennym Lwowie. Już dawno temu miał pożegnać się z czytelnikami, ale wrócił raz jeszcze – w Arenie szczurów. To chyba najmroczniejsza i najbardziej okrutna z powieści z jego udziałem. Trochę przeczy postawionej w pierwszym zdaniu tezie, ale… nie uprzedzajmy faktów.

Jest rok 1948. Wojna się skończyła i władzę w Polsce przejęli komuniści. Systematycznie wyłapują i każą tych, którzy z nimi walczyli. Już sama przynależność do AK jest na cenzurowanym. Dlatego właśnie Popielski pod fałszywym nazwiskiem ukrywa się w nadmorskim Darłowie. Pracuje jako nauczyciel i stara się nie rzucać w oczy. Jednak w mieście dochodzi do serii gwałtów. Pogryzione przez napastnika ofiary zapadają na ciężką chorobę i dość szybko umierają. Jak łatwo się domyśleć, na miejscowe władze nie ma co liczyć. I dlatego właśnie Popielski zostaje poproszony o nieoficjalne przyjrzenie się sprawie…

Arena szczurów różni się od wcześniejszych powieści sposobem poprowadzenia wątku kryminalnego. Ten bowiem urywa się dość szybko, bo bohater… No dobrze, tego nie zdradzę. Napiszę jedynie, że sporą część powieści zajmują opisy wymyślnych tortur psychicznych i fizycznych (tytułowe szczury), którym zostaje on poddany. Nie ma tu więc zagadki, jest pastwienie się nad umęczonym człowiekiem i zmuszanie go do nadludzkiego wysiłku ku uciesze gawiedzi. Niektórzy pewnie to docenią, bo pomysł to z pewnością niecodzienny, jednak wielu czytelników odbiło się od tej powieści. Na formach powracają opinie, że to najsłabsze z dzieł Krajewskiego.

I rzeczywiście, brakuje tu lwowskiej atmosfery, tego przedwojennego klimatu, którym czarował we wcześniejszych tomach czy chociażby we wrocławskiej serii o Mocku. Nie ma też tak skomplikowanej zagadki ani mozolnego śledztwa. Brak pomysłu autor próbował zatuszować wspomnianym sadyzmem, na wstępie zadeklarował też, że to już definitywnie ostatnia z powieści o Popielskim. Czy rzeczywiście? O tym jeszcze się przekonamy. Bo przecież Mock też miał już nie powrócić. Cóż, Marek Krajewski musi lubić swoich śledczych…

Joel

Arena szczurów, Marek Krajewski, wydawnictwo Znak

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s