
Władcy Wszechświata z 1987 roku to pierwsza aktorska próba zmierzenia się z historią He-Mana. Dzieciaki od dobrych pięciu lat bawiły się już zabawkami z tego uniwersum i mały już za sobą dwie serie serialu animowanego. Tym starszym, powoli wyrastającym z kreskówek, zaproponowano więc film fantasy. Obraz, który w marzeniach producentów miał zająć miejsce zamkniętej właśnie trylogii Gwiezdnych wojen.
Problem w tym, że ktoś podjął niewłaściwe decyzje. Pozbył się z uniwersum gadających zwierząt, latających czarodziei i „conanowskich” walk na miecze. Zostawił kilku bohaterów włącznie ze źle obsadzonym He-Manem (Dolph Lundgren) i powolnym, mało groźnym Szkieletorem (Frank Langella). W dodatku większa część akcji dzieje się na Ziemi, w typowej dla lat 80. scenerii niedużego miasta, zamiast pokazywać przyrodnicze piękno Eternii. Z dzisiejszego punktu widzenia jedyną większą niespodzianką jest obecność młodziutkiej Courteney Cox – i to na długo przed sukcesem Przyjaciół.
Historia zaczyna się od tego, że Szkieletor przejmuje Posępny Czerep i więzi mieszkającą tam czarodziejkę. Sukces odnosi dzięki wynalazkowi tajemniczego klucznika Gwildora – ten dziwaczny krasnolud opracował urządzenie, które za pomocą prostych melodii otwiera przejścia do różnych miejsc we wszechświecie. He-Manowi i jego towarzyszom udaje się klucznika uwolnić, jednak podczas panicznej ucieczki przed przeważającymi siłami wroga przenoszą się do Kalifornii i gubią część owego urządzenia. W poszukiwaniach będzie im pomagać para miejscowych nastolatków…
Film źle się zestarzał. He-Man w dawno niemodnej fryzurze (i tak lepszej od tej serialowej) i z dobrze naoliwionymi mięśniami razi swą sztywnością, a w różowych cadillacu wygląda co najmniej dziwnie. Jego towarzysze, w tym Duncan i Teela, kompletnie nie zapadają w pamięć i niewiele mają też do zrobienia. Kiczowatość kostiumów i niektórych dialogów sprawia zaś, że część widzów będzie się podczas seansu dobrze bawić. Nie zmienia to jednak faktu, że Władcy Wszechświata są marni…
Zobacz, jeśli:
– Kochasz He-Mana w każdej postaci
– Ciekawi cię, jak wyglądały takie produkcje w latach 80.
– Należysz do fanów Lundgrena lub Cox
Odpuść sobie, jeśli:
– Nie cierpisz tanich, nieudanych filmów
Michał Zacharzewski
Władcy Wszechświata, Masters of the Universe, 1987, reż. Gary Goddard, wyst. Dolph Lundgren, Frank Langella, Jon Cypher, James Tolkan, Christina Pickles, Courteney Cox, Billy Barty, Chelsea Field, Meg Foster, Robert Duncan McNeill, Pons Maar, Cindi Eyman, Walter Scott, Anthony De Longis, Robert Towers, Walter Robles, Barry Livingston, Mike Carlucci
Ocena: 5/10
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.