Gwiezdne wojny: Wojny klonów

W 2005 roku do kin trafiła ostatnia część drugiej, czyli pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen. Przez fanów oryginału została przyjęta dość chłodno, jednak młodsze pokolenie wydawało się zadowolone. Dostrzegł to George Lucas, ojciec uniwersum i człowiek odpowiedzialny wówczas za dalszy jego rozwój. Szybko doszedł do wniosku, że nastolatków i dzieci dużo łatwiej zaspokoić, a przychody gwarantują podobne. W efekcie jego wytwórnia rozpoczęła prace nad serialem animowanym skierowanym do najmłodszej części publiczności…

Gwiezdne wojny: Wojny klonów to kinowy pilot tej produkcji, a jego akcja rozgrywa się pomiędzy Atakiem klonów a Zemstą Sithów. Anakin Skywaler razem ze swoim mistrzem, Obi-Wan Kenobim, walczą z separatystyczną armią hrabiego Dooku. Dołącza do nich buntownicza nastolatka imieniem Ashoka, którą sędziwy Yoda przydzielił Anakinowi jako padawankę. Tymczasem syn Jabby Huta zostaje porwany. Za występkiem tym stoi Darth Sidious, który chce skłócić klan Huttów z rycerzami Jedi i w ten sposób „podgryźć” swoich wrogów.

Na film Gwiezdne wojny: Wojny klonów można spojrzeć z kilku różnych perspektyw. Z jednej strony jest to bowiem kolejne niesamowite widowisko z niezwykłego świata, pełne efektownych walk na miecze, imponujących bitew z droidami, wizyt w niezwykle malowniczych miejscach. Czuć tu moc, czuć przygodę, czuć dobrą zabawę. Z drugiej strony jednak to produkt czysto komercyjny, bardzo bezpieczny, przygotowany za pomocą kalkulatora i obliczony na zysk. No i skierowany do fanów, bo to oni docenią zawiłości fabuły, malowania jednostek czy inne drobne i na dobrą sprawę nieistotne smaczki.

Nierówne są za to animacje (obok elementów dopracowanych pojawiają się rozmazane tekstury teł), irytują naiwności intrygi, wkurzają nieco papierowe postacie. Film ma mankamenty, ale dla młodego fana nie mają one większego znaczenia. Twórcy Gwiezdne wojny: Wojny klonów chcieli po prostu nakręcić fajny, widowiskowy film dla młodszych widzów. I to właśnie zrobili. A że nie jest to nowa Nowa nadzieja? Cóż…

Zobacz, jeśli:
– Kochasz Gwiezdne wojny
– Wciąż jesteś dzieckiem

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na głęboką i dopracowaną odsłonę sagi
– Nie cierpisz drewnianych postaci

Michał Zacharzewski

Gwiezdne wojny: Wojny klonów, Star Wars: The Clone Wars, 2008, reż. Dave Filoni

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku i Twitterze.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.