Jak być dobrą żoną

Lata sześćdziesiąte przyniosły „lewacką” rewolucję kulturalną. Dzięki niej kobietom pozwolono wyjść z kuchni, realizować się, myśleć o czymś innym niż o uszczęśliwianiu pana domu. Mężczyzn z kolei wpuszczono w maliny. Nagle okazało się, że muszą sprzątać i gotować czy wręcz – o zgrozo! – dzielić się obowiązkami ze swoimi partnerkami. O tych przemianach z perspektywy mieszkańców prowincji opowiada francuska komedia emancypacyjna Jak być dobrą żoną.

Paulette Van Der Beck (Juliette BinocheGodzilla, Martwe wody) prowadzi razem z mężem szkołę dla młodych dam. Mają niewielką posiadłość w Alzacji, zatrudniają jedną nauczycielkę, zresztą zakonnicę, oraz siostrę pana Van Der Beck, która uczy przyszłe panie domu gotowania. Konserwatywne wychowanie ma w założeniach pomóc dziewczynkom znaleźć odpowiedniego męża i w ten sposób zabezpieczyć swoją przyszłość. Stworzyć szczęśliwą rodzinę. Nawet jeśli niektóre z nich mają już inne pomysły na życie…

Sytuacja zmienia się, kiedy w Paryżu wybuchają majowe rozruchy, zaś mąż Paulette (Francois Berleand) umiera. Okazuje się wówczas, że z powodu hazardowej żyłki zmarłego szkoła ma olbrzymie długi i na gwałt potrzebuje ratunku. Dla wciąż pięknej wdowy będzie to okazja do spojrzenia na swoje życie i przewartościowania go. Także odnalezienia miłości, którą niegdyś porzuciła, decydują się na małżeństwo z rozsądku. Siłą rzeczy konserwatywna atmosfera panująca w placówce będzie musiała ulec zmianie…

Największa wada Jak być dobrą żoną? To nie jest dobra komedia. Brakuje tu scen ewidentnie zabawnych. Humor pojawia się, jednak służy utrzymaniu filmu w lekkiej, satyrycznej tonacji, a nie wywoływaniu salw śmiechu na widowni. Zresztą co to za humor – przebrzmiałe żarty, które fani francuskich komedii znają na pamięć. Lubieżny starszy pan oglądający się za młodymi dziewczynami, zakonnica siadająca za kółkiem autubusu, uczennica wymykającą się nocą do chłopaka czy absztyfikant wspinający się po źle umocowanej rynnie. Nihil novi sub sole.

Martin Provost bawi się kinem, trzeba mu to przyznać. Niektóre ujęcia pożycza od Wesa Andersona (Kochankowie z Księżyca, Wyspa psów), w scenie tanecznej odwołuje się do klasycznego filmu Agnes Vardy (Jedna śpiewa, druga nie), niekiedy nawiązuje do wcześniejszych kreacji Binoche. Niby wplata w opowieść feministyczne przesłanie, ale go nie wykorzystuje. Zresztą i tak większość problemów Paulette w Jak być dobrą żoną rozwiązują mężczyźni.

Film ma nieco zbyt wolne tempo, zaś wiele wątków nie zostaje należycie rozwiniętych. Nie dowiadujemy się wiele o uczennicach, zaś ich historie – rozpoczęte w sposób ciekawy – zostają porzucone lub strywializowane. Przemiany bohaterek nie przekonują. Stąd Jak być dobrą żoną rozczarowuje. To nierzadki w kinie przypadek, kiedy liczne dobre pomysły okazują się koncertowo zmarnowane.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz kino feministyczne w stylu retro
– Kochasz lekkie, francuskie produkcje

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na mocne przesłanie
– Masz ochotę głośno się pośmiać

Michał Zacharzewski

Jak być dobrą żoną, La bonne épouse, 2020, reż. Martin Provost, wyst. Juliette Binoche, Yolande Moreau, Noémie Lvovsky, Edouard Baer, Francois Berleand, Marie Zabukovec, Anamaria Vartolomei, Lily Taieb, Pauline Briand

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku i Twitterze.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.