Metallica: Some Kind of Monster

Do dokumentu trzeba mieć szczęście. Trzeba trafić moment, rozmówców, dostrzec temat w czymś, co jest zwykłym życiem. Twórcom Metallica: Some Kind of Monster to się udało. Może nawet bardziej niż początkowo zakładali.

Bo początkowo Metallica: Some Kind of Monster miał być dokumentem opowiadającym o tym, jak jeden z najbardziej znanych zespołów swoich czasów pracuje nad nową płytą. Joe Berlinger i Bruce Sinofsky chcieli pokazać, jak wygląda proces twórczy i jak wygląda zespół od wewnątrz, w czasie prób, nagrań, kreacji. Nieoczekiwanie okazało się, że trafił na sytuację kryzysową. Jeden z najtrudniejszych momentów w historii grupy.

Po pierwsze, odszedł basista Jason Newsted, a proces z Napsterem zraził do zespołu wielu fanów. Pozostali członkowie Metalliki nie dogadywali się, czuć było rosnące napięcie. Mimo to zamknęli się w dawnych koszarach położonych w Presidio w San Francisco, próbując przygotować pierwsze piosenki. Wybrali nietypową dla siebie metodę pracy. Wcześniej zazwyczaj wchodzili do studia z gotowym materiałem, który wymagał jednie doszlifowania. Teraz zaczynali od nowa.

Nieoczekiwanie po jednej z kłótni Hetfield opuszcza studio i – jako uzależniony od narkotyków i alkoholu – rozpoczyna terapię. Nie jest w stanie określić, ile miesięcy będzie ona trwać ani czy zdoła po niej wrócić do zespołu. Pozostali członkowie są pozostawieni sami sobie. Nie mają pojęcia, co ich czeka. Metalliki bez Hetfielda sobie nie wyobrażają, ale też nie wyobrażają sobie życia bez Metalliki. Liczą na pomoc zatrudnionego przez zespół psychoterapeuty. I temu wszystkiemu twórcy Metallica: Some Kind of Monster uważnie się przyglądają.

Trudno nie docenić szczerości muzyków i ich gotowości pokazania prawdy o zespole. Zwłaszcza że ta – dotychczas owiana atrakcyjną mgiełką tajemnicy – wcale nie jest piękna. Dlatego nie dziwi, że zaraz po premierze dokumentu pojawiło się wiele zarzutów dotyczących niszczenia legendy, pokazywania rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Dopiero z upływem czasu członkowie innych zespołów zrozumieli, dlaczego Hetfield i spółka się na to zgodzili. Pokazali światu, że są zwykłymi ludźmi.

Metallica: Some Kind of Monster to pozycja obowiązkowa dla fanów zespołu i mocnego grania. Innych widzów może znudzić, zwłaszcza że sporo tu rozmów o niczym. Zwykłego życia, jakie prowadzą muzycy, bez masek, bez póz, bez blichtru. Na pewno jednak Joe Berlinger i Bruce Sinofsky pokazali więcej, niż się spodziewali. Więcej niż twórcy jakiegokolwiek innego dokumentu o tego rodzaju muzyce. Trafili w moment…

Zobacz, jeśli:
– Kochasz Metallikę i płytę St. Anger
– Lubisz dokumenty o muzykach
– Interesujesz się terapią

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie cierpisz mocnego grania

Michał Zacharzewski

Metallica: Some Kind of Monster, 2004, reż. Joe Berlinger, Bruce Sinofsky

Ocena: 7,5/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Jedna uwaga do wpisu “Metallica: Some Kind of Monster

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.