Let’s Dance

Wydawałoby się, że moda na filmy taneczne przeminęła. W końcu od premiery ostatniego Step Up, polskiego Kochaj i tańcz czy chociażby Born to Dance upłynęło dobrych kilka lat. Nieoczekiwanie jednak do kin trafił Let’s Dance – francuski reprezentant tego właśnie gatunku. Produkt może i efektowny, ale tak schematyczny, że aż zęby bolą.

Joseph przyjeżdża do Paryża razem z ukochaną Emmą oraz swoim najlepszym kumplem, gejem Karimem. Cała trójka dołącza do grupy tanecznej Yurija i przygotowuje się do Bardzo Ważnego Konkursu. I to na tyle skutecznie, że eliminacje przechodzi niemalże z marszu. Wtedy właśnie Emma rzuca Josepha. Wybiera Yurija, skutkiem czego między chłopakami dochodzi do kłótni. Efekt? Yuri rzuca ekipę, w którą zainwestował sporo wysiłku, i odchodzi. Tylko po to, by po jakimś czasie pojawić się wśród sędziów Bardzo Ważnego Konkursu!

Gimnazjalna naiwność powyższej historyjki sugeruje, że film przeznaczony jest głównie dla osób kochających taniec. I to takich, którym nie przeszkadzają zgrane schematy i nonsensowne rozwiązania fabularne. Zgodnie z obowiązującymi zasadami Joseph spotka dziewczynę z innego świata (w tym przypadku baletowego) i zakochuje się w niej z wzajemnością. Dzięki ich współpracy prowadzona przez niego ekipa zyskuje swój styl i dołącza do faworytów Bardzo Ważnego Konkursu. Oczywiście po drodze pojawiają się zgrzyty…

Koszmarnie to przewidywalne, prawda? Co gorsza, marnych pomysłów jest tu więcej. Okazuje się na przykład, że matka Josepha była baletnicą. Rozstała się jednak z ojcem chłopaka. Odbił mu ją nauczyciel baletu, prawdopodobnie gej, u którego cała ekipa zatrzymuje się w Paryżu. I tenże ojczym Josepha zakochuje się w Karimie! Wątek nie zostaje na szczęście pociągnięty, podobnie jak wątek babci wspomnianej dziewczyny, która pojawia się chyba tylko dla jednej, całkiem niezłej sceny – tej w operze.

Film broni się niezłymi układami tanecznymi (lepszymi od tych z Kochaj i tańcz, jednak nieumywającymi się do Step Up) oraz lekką tonacją. Nie oferuje jednak wiele więcej – wymykająca się logice fabuła oraz słaba gra aktorska to jego największe wady. Sprawa jest więc prosta. Miłośnicy „łamanego” tańca śmiało mogą Let’s Dance oglądać. Reszta widzów powinna sobie film odpuścić.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz filmy taneczne

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie przepadasz za schematami
– Cenisz logiczne historie
– Liczysz na dobre aktorstwo

Michał Zacharzewski

Let’s Dance, 2019, reż. Ladislas Chollat, wyst. Rayane Bensetti, Alexia Giordano, Guillaume de Tonquédec, Mehdi Kerkouche, Brahim Zaibat, Line Renaud

Ocena: 4/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.