Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła

Lubię takie dokumenty, które nie ograniczają się do jednego tematu. Wykorzystują opowiadaną historię do naświetlenia wielu problemów, namierzenia wielu zjawisk. Doskonałym tego przykładem jest Sprawa Friedmanów, obraz podejmujący temat pedofilii, ale i rozpadu rodziny, działalności mediów i lokalnych społeczności, a nawet kondycji amerykańskiego systemu prawnego. Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła nie opowiada aż tak ponurej historii. Wręcz przeciwnie – to lekki, zakręcony film o ludzkiej głupocie.

Na pewno głupotą wykazał się William McFarland, urodzony w 1991 roku chłopak, który jeszcze na studiach założył sieciową agencję reklamową, która szybko zbankrutowała. Sukces osiągnęła za to jego specjalna karta przeznaczona dla dobrze usytuowanych millenialsów, dająca im dostęp do różnego typu ekskluzywnych ofert i promocji, zamkniętych klubów oraz elitarnych wydarzeń. Młodzi ludzie chcieli poczuć się wyjątkowi, a ten gadżet im to umożliwiał. Podsunął też McFarlandowi pomysł na organizację festiwalu Fyre.

Dotychczas McFarland musiał płacić za dostęp do specjalnych atrakcji dla swoich klientów. Doszedł do wniosku, że to bez sensu, i postanowił zorganizować festiwal muzyczny dla elit. Z pomocą zaprzyjaźnionego rapera Ja Rule kupił wyspę na Bahamach (niegdyś należącą podobno do samego Paulo Escobara) i ogłosił, że za kilka miesięcy wystąpią na niej największe gwiazdy muzyczne. Obiecywał przelot samolotem na sąsiednią wyspę i dojazd promem, wygodne wille dla uczestników imprezy, wykwintne posiłki przygotowane przez najlepszych kucharzy, a przede wszystkim świetną zabawę. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Rąbnęło w dniu imprezy. Tłumy ludzi odprawiono z kwitkiem.

Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła nie jest wyłącznie filmem o przekręcie, ale również o łatwowierności inwestorów oraz promotorów (wszelkiej maści youtuberów i instagramowiczów). To również historia człowieka z wizją, który pociągnął za sobą ludzi – przecież do końca pracowali przy tym utopijnym projekcie. William McFarland uparł się bowiem, że festiwal zrealizuje, choć przez cały czas błądził we mgle. Nie znał się na organizacji imprez, nie wiedział, ile kosztują zespoły i jakie mają wymagania, co potrzeba, by nagłośnić scenę. Wierzył, że wszystko jest w rzeczywistości prostsze i z pewnością samo się zadzieje. Ku swojemu rozczarowaniu przeliczył się.

Fyre to była piękna katastrofa i ten dokument świetnie to pokazuje.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz dokumenty
– Sam organizujesz imprezy

Odpuść sobie, jeśli:
– Irytują cię zadufani w sobie milennialsi
– Nie rozumiesz całej tej podniety youtubem i youtuberami

Michał Zacharzewski

Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła, FYRE: The Greatest Party That Never Happened, 2019, reż. Chris Smith

Ocena: 8/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.