Zamek w Niedzicy to pierwsza lokacja z gry Temple Raider: Dungeons. Łącznie jest ich kilkadziesiąt. Krętych korytarzy ciągnących się pod zamkami rozrzuconymi po całym świecie. Almourol, Chillingham, Chogha Zanbil, Glamis i Kologgi to tylko niektóre z nich. Jedne są mniejsze, inne większe, wszystkie najeżone pułapkami.
Na każdym etapie gracz musi odnaleźć kilka przedmiotów. Musi również zaglądać się za kluczami, które otwierają zamknięte drzwi – bez tego nie może nawet pomarzyć o sukcesie. Podziemny labirynt obserwuje z oczu bohatera i może swobodnie przemieszczać się korytarzami. Dysponuje też ładunkami umożliwiającymi rozwalanie niektórych ścian. Niestety, nie ma ich wiele, a nowe kosztują. Realną kasę. Podobnie jak kilka innych ułatwień, za które trzeba zapłacić.
Można się bez nich obejść. Wystarczy pokrążyć trochę po korytarzach i spróbować zapamiętać ich rozkład. Albo po prostu nie opuścić żadnej odnogi, sprawdzić każdą, i to dokładnie. Pewnym utrudnieniem są wspominane pułapki. Różnego typu zapadnie, opadające z sufitu kraty, przesuwające się ściany, wreszcie gigantyczne pająki i inne dziwne stwory. Pojawiają się nawet duchy i trujący gaz!
To nie jest oczywiście strzelanina FPP ani też gra role-playing. Najprościej nazwać ją labiryntówką. Ten gatunek, popularny zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, zmuszał gracza do eksplorowania ciągnących się w nieskończoność korytarzy w poszukiwaniu wyjścia. Tu jest to samo. Trzeba znaleźć parę rzeczy i zwiać. A że są pułapki? To tylko dodatek wymagający ruszenia głową. Budujący klimat Temple Raider: Dungeons – całkiem niezłej gry.
Fifi
Temple Raider: Dungeons, Bedeka Creek, iOS, Android
Polub nas na Facebooku!