
Anakonda to próba ożywienia marki, która nigdy właściwie marką się nie stała. Niezły był pierwszy film, ten z J.Lo i Ice Cubem, potem jednak było już coraz gorzej i w sumie mało kto te ostatnie Anakondy oglądał. Twórców nowej trzeba więc pochwalić za to, że mieli pomysł, jak to ograć i obśmiać. A że nie do końca się spisali… Cóż, to już nie kwestia pomysłu, a scenariusza.
Doug (Jack Black), Ronald (Paul Rudd), Kenny (Steve Zahn) i Claire Simons (Thandiwe Newton) przyjaźnili się w dzieciństwie i wspólnie oglądali horrory. Pierwszą Anakondę uwielbiali i nawet sami próbowali jakiś film nakręcić. Mieli wielkie plany, jednak minęło ćwierć wieku i wszyscy są swoim życiem rozczarowani. Ronald nie zrobił kariery w Hollywood, zagrał może kilka epizodów. Doug nie został sławnym reżyserem, pozostał w świecie produkcji weselnych. Kenny i Claire utknęli w rodzinnym miasteczku i o młodzieńczych fascynacjach dawno już zapomnieli…
Podczas jednego ze spotkań Roland oświadcza, że przejął prawa do marki Anakonda i dodaje, że chce wyprodukować jej sequel. Doug podchwytuje temat i w błyskawicznym tempie przygotowuje scenariusz. A że bank odmawia im pożyczki, postanawiają zrealizować film własnymi siłami i sami też w nim wystąpić. Kręcić za grosze, za to w autentycznych plenerach amazońskiej dżungli.
Pomysł bardzo mi się podobał, bo otwierał liczne możliwości. Mogliśmy doczekać się meta-horroru czy choćby filmu dorastaniu, mierzeniu się przegrywów z poważnym życiem i związanymi z tym wyzwaniami. Dostaliśmy komedię, która poza znaną ze zwiastunów sceną z prosiakiem nie bardzo śmieszy. Bohaterowie cierpią na słowotok, gadają dużo i bez sensu, skutecznie zabijając klimat grozy i starannie unikając jakichkolwiek poważniejszych tematów. W efekcie gdzieś w połowie seansu czuć smród niewykorzystanej szansy.
Film niby jest szalony, ale niedostatecznie. Samo parafrazowanie innych produkcji i odwoływanie się do części pierwszej to zdecydowanie za mało, by zachwycić widzów. Żarty bazujące na obsikiwaniu ran mają z kolei stanowczo zbyt długą brodę, a Black i Rudd nie wykorzystują swojego komediowego potencjału. Najlepiej wypada to Zahn; jemu scenarzyści dali najciekawsze teksty. Tylko czy na pewno scenarzyści? Anakonda jest tak chaotyczna i sztampowa, że chwilami ma się wrażenie, że przygotowała ją sztuczna inteligencja…
Zobacz, jeśli:
– Lubisz tę serię
– Kochasz węże
– Śmieszy cię wszystko
Odpuść sobie, jeśli:
– Nie lubisz, kiedy przywiązują do ciebie świnie
Michał Zacharzewski
Anakonda, Anaconda, 2025, reż. Tom Gormican, wyst. Jack Black, Paul Rudd, Steve Zahn, Thandiwe Newton, Daniela Melchi, Selton Mello, Ice Cube, Ione Skye, Anna Francesca Armenia, Jarred Blakiston, John Voce, Lisa Kay, Ron Smyck, Ben Lawson, Yasmin Kassim, Jennifer Lopez, Cheree Cassidy
Ocena: 5/10
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.