Łańcuch proroka

Bohater trylogii Poszukiwacze – Triso – dał się poznać jako współczesny, hiszpański Indiana Jones. W powieści Stół króla Salomona dołączył do tajnej rządowej organizacji zajmującej się odzyskiwaniem skarbów należących do narodu hiszpańskiego. Oczywiście przeżył niesamowite przygody, polując na tytułowy biblijny zabytek. Wyprawa odniosła sukces (żadna to tajemnica), ale mocno namieszała „tym dobrym” w szykach. W efekcie w Łańcuchu proroka dowiadujemy się, że władzę u Poszukiwaczy przejął urzędniczyna preferujący bierne wyczekiwanie w miejsce działania. Nie napiszę, z kim mi się to kojarzy, gdyż będzie to #polityka.

Triso nie zamierza siedzieć bezczynnie. Kiedy wpada na ślad legendarnego łańcucha Zielonego Proroka, razem z nastoletnim hakerem oraz kilkoma starymi znajomymi – Bańką, Enigmą i Danny – wyrusza na Czarny Ląd. Już samo dotarcie do Mali okazuje się sporym wyzwaniem, gdyż bohaterowi depcze po piętach uparta agentka interpolu, niejaka Julianne Lacombe. Na miejscu tymczasem trwa kolejna lokalna wojna i na ulicach roi się od wojsk. Jest niebezpiecznie. A jakby tego było mało, łańcuch próbują zdobyć też najemnicy organizacji Voynich, wielkiej korporacji powiązanej z projektem Lilith (który poznamy zapewne w trzecim tomie).

Postacie są sympatyczne, lekko zarysowane, bardzo różne od siebie. Każda z nich ma pewne cechy, które czynią je charakterystyczną i bardzo wyjątkową. Gorzej, że wpływa to na ich przewidywalność – czasami łatwo się domyśleć, jak dany bohater zareaguje na sytuację i co zrobi. Także i przygody, jakie ich spotykają, pochodzą z gatunkowego kanonu. Jest więc wielka rzeka do przepłynięcia, miasto umarłych, osada tambylców, parę lokalnych legend oraz kilka niespodzianek, których wszyscy dawno się spodziewają (vide tożsamość ojca Triso).

W sumie więc Łańcuch proroka oferuje dokładnie to, co tom poprzedni – wciągającą współczesną przygodę osadzoną w mniej lub bardziej historycznych realiach, często zrywającą z logiką i pozbawioną literackich ambicji. Za to naprawdę przyzwoicie napisaną. To trochę taki odpowiednik Kodu Leonarda da Vinci. Zgrabnie przygotowana i naprawdę efektowna pulpa, która zapewnia wiele godzin przyjemnej rozrywki. Ale w ambitnym towarzystwie lepiej z nią nie wyskakiwać.

Joel

Łańcuch proroka, Luis Montero Manglano, wydawnictwo Rebis

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.