Zakochani widzą słonie

Nie jestem pewien, czy Zakochani widzą słonie. Możliwe, że dostrzegają wokół siebie zupełnie inne zwierzęta albo – co bardziej prawdopodobne – ludzi. Ludzi i związane z nimi problemy. Doskonale wie o tym Daniel, dwudziestolatek unikający pracy i wyraźnie obawiający się odpowiedzialności. Najlepiej czuje się w towarzystwie swojego kumpla, pracownika kliniki snu, a zarazem niedoszłego sędziego piłkarskiego. Przy nim nie musi udawać kogoś, kim nie jest.

Pewnego dnia Daniel spotyka w piekarni młodą, wesołą dziewczynę. Spróbowała grzybków halucynogennych i nie jest w stanie pracować, więc chłopak odwozi ją swoim rozpadającym się autem do domu. Tak zaczyna się ich znajomość, ale i uczucie. Uczucie o tyle trudne, że utrzymujący się z malowania nielegalnych graffiti chłopak unika poszanowania jakichkolwiek reguł. Jest lekkoduchem, który uwielbia wolność i na każdym kroku kombinuje. Nie robi jakichś wielkich przekrętów – po prostu stara ułatwiać sobie życie. I z każdych opresji wydaje się wychodzić bez szwanku.

Zakochani widzą słonie długo pozują na bezpretensjonalną, czarno-białą komedię o niczym. Snuta w niezbyt szybkim tempie opowieść pełna jest mniej lub bardziej udanych anegdotek i zakręconych sytuacji, w których lądują bohaterowie. Niekiedy naprawdę absurdalnych i oderwanych od rzeczywistości. Dopiero później twórcy uderzają w poważniejsze tony, starając się nawet o morał. Na szczęście nawet na moment nie zapędzają się w rejony poważnego dramatu czy dla odmiany komedii romantycznej. Opowiadają historię, która ma bawić, ale nie razić banałem.

Inna sprawa, że pewne wątki są zbędne. Choćby historia odpowiedzialnego z pozoru sędziego, która niewiele wnosi do opowieści, a nawet nieco ją rozmywa. Pewnie włożono ją tu na zasadzie kontrapunktu, by pokazać kilka kwestii z innego punktu widzenia. Cóż – cały film stworzony jest z drobnych strzępków, takich wejrzeń w ludzkie życie. Nieraz zwykłych skeczy. Ale i całkiem mądrych obserwacji. To tak jak te słonie, które niby widzą zakochani. Zwierzęta będące symbole mądrości, wierności, oddania stadu. Może dobrze by było, gdyby zakochani rzeczywiście je widzieli? By nie migały im tylko przez moment za oknem?

Zobacz, jeśli:
– Cenisz lekkie kino artystyczne
– Lubisz poetyckie zajęcie w opowiadanych historiach
– Też widujesz słonie

Odpuść sobie, jeśli:
– Wolisz bardziej dosadny humor
– Nie cierpisz, kiedy na ekranie niewiele się dzieje

Michał Zacharzewski

Zakochani widzą słonie, Voksne mennesker, 2005, reż. Dagur Kari, wyst. Jakob Cedergren, Tilly Scott Pedersen, Nicolas Bro, Nicolaj Kopernikus, Morten Suurballe

Ocena: 7/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Zakochani widzą słonie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.