Słoń – Zero absolutne

Zero absolutne to kolejna urocza EP-ka z muzyką Słonia. Zawiera siedem, a właściwie sześć utworów, łącznie nieco ponad dwadzieścia minut grania. Chris Carson znów produkuje fajne bity, a Słoń opowiada niestworzone historie z taką swadą, jak tylko on potrafi. Lubię to.

Całość zaczyna się od Westernowego Mega Ważnego Intro, które kompletnie nie jest ważne – wysłucha się je wraz i już nigdy do niego nie wróci. Za to kolejny numer – FPS – to już stylowa, tradycyjnie agresywna opowieść w westernowych klimatach, pełna fajnych rymów, zabawnych gierek słownych i ciekawej autokreacji. Słonia wspomagają tu The Returners. Z kolei holenderski producent Chubets odpowiada za bity w dwóch innych utworach, Sierp i Techenko.

Must Have promował grę M.E.A.T. II, oldschoolową strzelankę z widokiem z oczu bohatera. Nawiązań do niej można się doszukać w wielu utworach, wszak są w niej i klimaty westernowe, i paskudne mutanty. Fajnie wypada utwór Prestiż z udziałem PiHa, Profesora Smoka i Shelleriniego i tekstami w stylu „Rysuje pentagram wprawioną ręką, gdy oddaje mocz na twe stygnące ścierwo”. To Słoń w pełnej krasie, wciskający nam w uszy dwa śrubokręty.

Najbardziej lubię Słonia, jak opowiada te swoje mroczne historie, pełne odniesień do popkultury i wypełnione makabrycznym humorem aż po brzegi. Jasne, to tylko historie, a niektórzy w hip-hopie szukają prawdy o życiu. Słoń tej prawdy nie daje, snuje mroczne bajki dla tych, co wiedzą, że trzeba mieć do jego twórczości dystans. I mam nadzieję, że nie będzie tego zmieniał.

Joel

Słoń, Zero absolutne

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.