Mikołaj i spółka

W potężnej fabryce gdzieś na końcu świata elfy w pocie czoła produkują prezenty. Roboty mają w bród i nikt im za nią nie płaci, ale nie narzekają. Wyczarowywanie pluszaków, lalek czy samochodów sprawia im olbrzymią frajdę, a moment, w którym Święty Mikołaj wysyła te podarki do dzieci, należy do najbardziej oczekiwanych. W tym roku tak łatwo jednak nie będzie. Jeden elf zachoruje, a kiedy zachoruje jeden, automatycznie zachorują wszystkie. Mikołaj będzie musiał wyruszyć po leki do apteki. Do Paryża. I przywieźć na biegun ponad dziewięćdziesiąt tysięcy paczuszek z witaminą C.

Problem w tym, że Mikołaj nie przepada za ludźmi, nie zna ich obyczajów i nie bardzo rozumie, jakie zasady u nas funkcjonują. O pieniądzach nigdy nie słyszał, podobnie jak o pukaniu do drzwi czy chociażby zasadach wychodzenia z więzienia. Dlatego będzie musiał zdać się na pomoc pierwszego człowieka, który się za nim ujmie. Los padnie na młodego adwokata mieszkającego z żoną i dwójką małych dzieci w całkiem przyjemnym apartamencie na ostatnim piętrze szykownej kamienicy. Tylko czy mocno stąpający po ziemi mężczyzna uwierzy, że gość w zielonym płaszczu o wyglądzie kloszarda w rzeczywistości jest tym Świętym Mikołajem?

Cóż, przychodzi mu to bez większych problemów. Po znakomitym początku – imponującej wizji fabryki produkującej zabawki – i oryginalnym zawiązaniu akcji scenarzyści nagle stracili koncepcję i nie bardzo wiedzieli, w jaki sposób o poszukiwaniu witamin opowiedzieć. W efekcie film rozpada się na serię mniej lub bardziej zabawnych epizodów, z których część ma jedynie na celu oczarować widzów całkiem niezłymi efektami specjalnymi. Reżyser i odtwórca głównej roli ma dryg komediowy, a także raczej lekką rękę. Nie przynudza, ale też nie snuje spójnej opowieści.

Mikołaj i spółka ma też braki. Przede wszystkim przydałby mu się świąteczny klimat. Paryż rozświetlony setkami lamp, ale pozbawiony choćby krzty śniegu nie jest miastem nastrojowym. Również bohaterowie – od gburowatego, niekiedy irytującego Mikołaja po rodzinę chcącą wymigać się ze świątecznego spotkania z krewnymi – dalecy są od świątecznych ideałów. Ba, nawet przesłanie tego filmu jest mizerne, a teza, że Mikołaj jest tylko od dostarczania prezentów (i to w ilościach hurtowych), wielu dzieciatym widzom raczej się nie spodoba. Najlepiej więc potraktować tę produkcję jako zwykłą komedię familijną. O tyle oryginalną, że z Audrey Tautou w roli Śnieżynki.

Michał Zacharzewski

Mikołaj i spółka, Santa & Cie, 2017, reż. Alain Chabat, wyst. Alain Chabat, Golshifteh Farahani, Pio Marmai, Bruno Sanches, Louise Chabat, Audrey Tautou

Ocena: 5,5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s