Czas mocy

– Mamo, co to jest kryzys? – spytałam. – To taki duch, który chodzi po sklepie i zabiera wszystko z półek – odpowiedziała moja mama. Była połowa lat 80-tych, w delikatesach straszyło pustkami, a w rozmowach dorosłych często padało niezrozumiałe słowo „kryzys”. Sprytna odpowiedź rodzicielki wydała się mnie, kilkuletniej zamościance, w pełni wiarygodna.

Na szczęście dzieciństwo ma w sobie mnóstwo uroku – nawet gdy przypada na nudną i biedną dekadę i spędza się je w zapyziałym miasteczku oddalonym od wielkiego świata. Dowodzi tego Czasu mocy Adama Węgłowskiego. Książka opowiada o przygodach paczki przyjaciół, miłośników Gwiezdnych wojen, którzy dorastają w latach 80-tych w Ełku. Akcja powieści rozpoczyna się w 1984 roku i przypada na ostatnie klasy szkoły podstawowej czwórki sympatycznych dżedaj. Kłopoty ze starszymi kolegami, z rodzeństwem, z obecnymi i nieobecnymi rodzicami stopniowo ustępują miejsca znacznie poważniejszym wyzwaniom. Na świat nastolatków zaczyna mieć wpływ polityka, a oni sami wpadają w wir zdarzeń, jakie dotychczas oglądali tylko na pokazywanych z paroletnim opóźnieniem zachodnich filmach.

Wspomnień czar

Pierwsza część powieści skupia się na skrupulatnym odtworzeniu rzeczywistości sprzed trzydziestu lat. Autor Czasu mocy, redaktor „Focusa Historia”, specjalizuje się w historycznych rekonstrukcjach, więc książka pełna jest wspaniałych smaczków, które rozczulą i zachwycą wszystkich dorastających w późnym peerelu. Książki, gry planszowe, komiksy, programy telewizyjne, pierwsze gry komputerowe, świat mojego i nie tylko dzieciństwa został odtworzony z pietyzmem i drobiazgowością.

Jeśli bohaterowie słuchają listy przebojów programu trzeciego, dowiemy się, które to notowanie i kto wówczas był na pierwszym miejscu. Jeśli idą do kina, przypomnimy sobie film – i kłopoty z dostaniem się na hit z Zachodu. Gra planszowa „Fortuna”, komiksy z Kajkiem i Kokoszem, pierwsze przesłane przez rodzinę z zagranicy Atari działają jak jedna wielka prustowska napoleonka. A nawet lepiej – bo nie tylko uruchamiają lawinę skojarzeń i wspomnień, ale i uzupełniają je o te elementy, których nie dane nam było doświadczyć osobiście. Ja na przykład nie wiedziałam, że grę komputerową można było zgrać na kasetę z radia, i nie miałam świadomości, jakie napięcie towarzyszyło pokazywaniu w telewizji meczów międzynarodowych (w przypadku kłopotów technicznych widzom groziło, że zamiast emocjonującej relacji obejrzą Polską Orkiestrę Kameralną pod batutą Jerzego Maksymiuka).

UFO nad Polską

Z Czasem mocy jest trochę jak z Imieniem Róży – na pierwszych stu stronach niewiele się dzieje (Umberto Eco przyznawał, że zrobił to specjalnie, by postawić przed czytelnikami wyzwanie). Jednak jest tak tylko na początku. Akcja zawiązuje się niespiesznie, ale gdy już się zawiąże, stopniowo nabiera coraz większego tempa. Wydarzenia przyspieszają i wyrastają daleko ponad Ełk – końcówka to już czysta powieść sensacyjna napisana stylem mistrzów gatunku. Mnie się ta zmiana bardzo podobała, podobnie jak liczne zwroty akcji i odważny fabularnie finał, który toczy się w czasie szczytu Reagan-Gorbaczow w Reykjaviku. Jeśli komuś wydawało się, że „Czas mocy” to nieco sentymentalna powieść młodzieżowa, pod koniec zmieni zdanie.

Stanie się tak również dlatego, że w powieści nie brakuje elementów fantastycznych. Książka przypomina przez to – oczywiście – Stranger Things. Jednak ma nad popularnym serialem Netfliksa jedną istotną przewagę. Fabuła Stranger Things swobodnie pożeglowała w stronę czystej fantazji, natomiast w „Czasie mocy” nawet pojawiające się elementy nadnaturalne są – paradoksalnie – dobrze udokumentowane. Co prawda nie ma pewności, czy coś się wydarzyło, ale jeśli ktoś w „Czasie mocy” o czymś wspomina lub powołuje się na jakąś relację, możemy mieć pewność, że takie relacje faktycznie istnieją. Co tylko zwiększa przyjemność z czytania powieści. Podobnie jak nawiązania do niezwykłych, choć mało znanych wydarzeń historycznych – na przykład protestów mieszkańców Islandii pod bazami NATO w Keflaviku, którzy obawiali się, że startujące stamtąd odrzutowce straszą hałasem elfy.

„Czas mocy” czyta się lekko i szybko, a książka co i rusz wywołuje uśmiech. W sumie to nasze dzieciństwo w latach osiemdziesiątych nie było wcale takie najgorsze…

Magdalena Salik

Czas Mocy, Adam Węgłowski, Majula 2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s