Moris z Ameryki

Ten film to znakomity przykład kompleksów, na które cierpi polskie kino. Przed jego premierą i tuż po nim sporo się mówiło o roli Jakuba Gierszała. Chwalono go, że dostał się do amerykańskiego filmu, który został ciepło przyjęty na festiwalu w Sundance. I że dzięki temu ma szansę zrobić karierę na zachodzie. Okazało się jednak, że w Moris z Ameryki Kuba pojawia się dosłownie na chwilę. Gra rolę trzecioplanową i ma zaledwie kilka kwestii do wypowiedzenia. Zwyczajnych i prostych, nie mogących potwierdzić jego aktorskiej dojrzałości. Powiedzmy sobie szczerze: jeśli ma odnieść sukces na zachodzie, to takimi filmami jak Najlepszy.

Moris z Ameryki to historia nastoletniego czarnoskórego, lekko otyłego chłopaka (Markees Christmas), który wraz z samotnie wychowującym go ojcem (Craig Robinson) przeprowadza się do niemieckiego Heidelbergu. Nie za bardzo potrafi odnaleźć się w nowym miejscu. Tym bardziej, że dopiero uczy się języka ze starszą, ale przyjazną nauczycielką, która chwilami stara się mu matkować. Dni upływają mu więc na samotnych wyprawach do szkoły, sporach z ojcem o hip-hop oraz wspólnych wypadach na lody.

„Nie potrzebuję przyjaciół”, mówi Moris, bo nie bardzo umie się odnaleźć w świecie białych, szczupłych dzieciaków, które wyzywają go od Big Maców i Kobe’ów Bryantów. Dopiero spotkanie ze zbuntowaną, starszą o dwa lata Katrin coś w nim zmienia. Ale kim ona się okaże? Jego muzą? Dziewczyną? Kolejną osobą, która tylko się z nim droczy? To jeszcze się okaże. Dość powiedzieć, że Moris – mimo sporej jak na swój wiek inteligencji – nieraz jeszcze wpadnie w kłopoty. Po prostu będzie szukał w ten sposób własnego miejsca na ziemi.

Film jest dobrze zagrany, ma przyjemne, nieśpieszne tempo oraz niegłupie dialogi. Pozostawia jednak widza obojętnym na to, co dzieje się na ekranie. Nie zapada również w pamięć. To po prostu kolejny przyzwoity obraz dorastania, jedna z wielu tego typu produkcji, które trafiają na Sundance. Po prostu łatwo je nakręcić, łatwo nasączyć odrobiną nostalgii oraz zrozumiałym dla wszystkich humorem. Nawet o dramatyzm nie jest zbyt trudno. Jakub Gierszał nie ma się więc czego wstydzić… o ile ktoś go w Morisie z Ameryki wypatrzy i rozpozna.

Michał Zacharzewski

Moris z Ameryki, Morris from America, 2016, reż. Chad Hartigan, wyst. Craig Robinson, Markees Christmas, Carla Juri, Patrick Guldenberg, Lina Keller, Jakub Gierszał

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Moris z Ameryki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s