Śmierć nadejdzie dziś

Już pierwszy zwiastun Śmierć nadejdzie dziś wpadł mi w oko. Obiecywał sprawne połączenie Krzyku z kultowym Dniem świstaka. Amerykanom ten pomysł musiał się spodobać, gdyż przyciągnął do kin tłumy, przynosząc filmu miano najpopularniejszego tytułu całego weekendu. A ja jestem trochę zawiedziony. W sumie z własnej winy. Spodziewałem się thrillera z odrobiną śmiechu, a dostałem czystej krwi komedię z kropelką kina grozy.

Główna bohaterka jest typową mean girl – nieprzyjemną, odpychającą dziewczyną, która myśli tylko o sobie. W dniu swoich urodzin budzi się w pokoju przypadkowego chłopaka, z którym spędziła noc. Ma koszmarnego kaca, więc miesza go z błotem, a potem jeszcze obraża kilka innych osób. Potem okazuje się, że ma romans z żonatym profesorem, nie cierpi swojej współlokatorki i programowo olewa ojca! Kiedy wieczorem zostaje zabita przez oprycha w masce bobasa, oddychamy z ulgą. Jedna patologia mniej nikomu nie zaszkodzi.

Nieoczekiwanie dziewczyna znów budzi się w dniu swoich urodzin w pokoju przypadkowego chłopaka. Przez cały dzień robi właściwie to samo co poprzednio, choć ma wrażenie deja vu. W ostatniej chwili – tuż przed spotkanie z mordercą – wycofuje się i postanawia wrócić do domu. Jednak i tym razem ginie. I znów budzi się rano w dniu swoich urodzin. I znów ginie, choć tym razem robi wszystko, by przeżyć. Jej starania nie mają tyle logicznego sensu co starania bohatera Dnia świstaka. Bohaterka jest niekonsekwentna, często zachowuje się mało inteligentnie i sporo wydarzeni komentuje pod nosem. Dzięki temu Śmierć nadejdzie dziś sprawdza się jako komedia.

Problem w tym, że losy bohaterki mało widza interesują. Trudno jej kibicować, bo jest nieprzyjemna i nierozgarnięta. Spokojnie mogłaby zrobić sto innych rzeczy, by wybawić się z opresji. Pewnie i dlatego rozwiązanie zagadki dotyczącej tożsamości mordercy nie zwala z nóg. Owszem, zaskakuje, ale równie dobrze mogłoby to być pięć innych osób. Każdy miał powód i okazję… Cóż, chyba za dużo wymagam od kina XXI wieku. Śmierć nadejdzie dziś to nie Krzyk. Tak inteligentnych widzów jak przed dwudziestu laty dziś w kinach już nie ma…

Michał Zacharzewski

Śmierć nadejdzie dziś, Happy Death Day, USA 2017, reż. Christopher Landon, wyst. Jessica Rothe, Israel Broussard, Ruby Modine, Charles Aitken, Rob Mello

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s